Podziel się!Share on Facebook0Pin on Pinterest0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Print this pageEmail this to someone

W ostatni weekend stycznia grupa naszych przyjaciół z austriackiej organizacji prozwierzęcej „Tier-WeGe” udała się do Polski, aby udokumentować warunki panujące na polskich rynkach bydła i przekonać się, czy zaszły zmiany od czasu ich ostatnich wizyt (w roku 2009 i 2010).
Oto wstrząsająca relacja tego, co tam zastali.

Sobota, 29.01.2011

Godz. 04.30: W małej polskiej wsi parkujące po obu stronach ulicy ciężarówki blokowały przejazd i można się było domyślić, ze będzie się tutaj odbywać giełda bydła. Od dużych ciężarówek do małych przyczep dołączonych do traktorów. Dziwiliśmy się, że większa część tych pojazdów w ogóle była jeszcze zdolna do jazdy! Handlarze bydła stali już ciasno jeden przy drugim przed jeszcze zamkniętą bramą…

Bezustannie widzieliśmy błyszczące ze środka pojazdów oczy około 400 krów, byków i cielaków, które głośno i rozpaczliwie ryczały o pomoc. Straszna atmosfera! Handlarze nie mogli się już doczekać targowania o ceny zwierząt, dlatego jeszcze przed otwarciem giełdy krowy zostały „wyładowane” i wystawione do sprzedaży poza jej terenem. Zwierzęta przywiązano więc powrozami i łańcuchami do ciężarówek – wszystkie za krótko i za ciasno, stłoczone obok siebie.

Pierwszy cielak, któremu bliżej się przyjrzeliśmy, był właśnie oceniany przez swojego potencjalnego kupca z latarką w ręku. Na pytanie o wiek cielaka, sprzedawca odpowiedział: „ma tydzień!” To krowie dziecko było jeszcze tak małe, że widać było zwisającą pępowinę. Z trudem utrzymywało się na swoich chudych nóżkach!

Wszystkie zwierzęta, w szczególności cielaki, drżały z zimna przy temperaturze minus 10°C. Także handlarzom było za zimno, dlatego większość z nich wsiadła do swoich samochodów i grzała się przy włączonym silniku. Gdy przechodziliśmy obok tych ciężarówek nasze oczy piekły i łzawiły od nadmiaru spalin. My mogliśmy odejść na bok – zwierzęta nie… Musiały bezradnie stać w tej wielkiej cuchnącej chmurze spalin! Także ich próby odwrócenia głowy w drugą stronę pozostawały bezskuteczne, przez zbyt krótkie powrozy nie było to fizycznie możliwe.

Godz. 05:50: Giełda bydła otworzyła bramy. Wzdłuż i wszerz całego terenu handlarze szukali miejsca dla siebie i swoich pojazdów. Ani policja, ani pracownicy ochrony, ani lekarze weterynarii nie sprawdzali przy wejściu, czy wszystko przebiega zgodnie z przepisami – pomimo tego, że byli na miejscu. Do ich obowiązków należała kontrola:

– ile zwierząt zostało załadowanych?
– W jakim stanie znajdują się zwierzęta?
– Jaką trasę przebyły?
– Czy posiadają dokumenty i czy są odpowiednio oznakowane (kolczyki)?

Teraz już wszystkie zwierzęta zostały rozładowane. Nasza teoria się potwierdziła:

– Małe cielaczki stały obok wielkich byków, pomimo, że oznacza to ogromne
ryzyko poniesienia obrażeń. Nawet świnie i kury zostały „dostarczone” razem z krowami! W ciężarówkach nie było ani jednej ścianki działowej.

Straszny był widok sceny wyładowania dorosłej krowy z małej przyczepy samochodowej. Sprzedawca otworzył drzwi i w tym samym momencie tylne
nogi krowy wypadły na zewnątrz. Zwierzę desperacko próbowało się podnieść, nie mogło jednak tego dokonać, ponieważ było za krótko przywiązane z przodu przyczepy i nie mogło ruszyć się z miejsca. Krowa stale przewracała się na krzywej rampie ładunkowej, tak że prawie sama się udusiła. Sprzedawcę i przechodniów wcale to nie obchodziło! Po około 20 minutach zwierzę sprzedano i załadowano na inną przyczepę…


Rany głowy zadane żelaznymi pałkami…


Pełne wymiona oznaczają ból!

Szliśmy dalej przez tą pełną okrucieństwa giełdę. Wciąż ukazywały nam się nowe, straszne obrazy:

– Zwierzęta bito drewnianymi i żelaznymi pałkami bezpośrednio w pyski albo w inne wrażliwe miejsca na ciele.
– Ogony wykręcano i łamano, żeby pod wpływem bólu zwierzęta szybciej wchodziły na przyczepy.
– Ciosy w brzuch i wymiona były zupełnie normalne podczas załadunku i rozładunku.
– U dwóch krów widzieliśmy złamane nogi, które jeszcze przed sprzedażą były bardzo spuchnięte.
– Wielkie, ociekające mlekiem i ropą wymiona – krowy nie zostały wcześniej wydojone, musiały przez to strasznie cierpieć.
– Widzieliśmy ciężarne krowy, tuż przed ocieleniem.
– Wychudzone aż do kości mleczne krowy zakończyły swą służbę i zostały sprzedane do rzeźni – w podziękowaniu za lata eksploatacji, gwałtu i ciągłych rozstań z nowo narodzonym dzieckiem.
– Dużo zwierząt miało długie, zdeformowane kopyta, powstałe wskutek zaniedbań w utrzymaniu. Nigdy nie były leczone, więc krowy musiały latami żyć z łączącym się z tym bólem.
– Rampy ładunkowe były prawie pionowe, więc zwierzęta wzbraniały się iść po nich ze strachu przed upadkiem przy rozładunku. I znowu handlarze traktowali je z przemocą, aż w końcu pod wpływem zadanego bólu przezwyciężały swój strach.

Napad na obrońcę praw zwierząt – Niki Kulmer z austriackiej organizacji „Tier-WeGe” opowiada:

„I wtedy to się stało: Nagle zobaczyłem ociekającą krwią krowią głowę. Róg musiał właśnie zostać wyrwany, bo duże kałuże krwi na ziemi znaczyły przebytą drogę zwierzęcia. Było ono poważnie ranne. Pomimo tego handlarze stali sobie spokojnie wkoło i targowali ceny.

Wtedy już nie mogłem postąpić inaczej: Wcześniej po kryjomu robiłem zdjęcia, teraz wyciągnąłem aparat na zewnątrz, by dokładniej udokumentować to, co dzieje się na tego rodzaju targach. Nagle ktoś zaczął krzyczeć i kląć, 2-3 uczestników giełdy zaatakowało mnie. W końcu otoczyła mnie cała grupa mężczyzn – jeden z nich wyciągnął żelazny pręt i bez wahania uderzył mnie nim w plecy. Na szczęście tam, a nie w głowę…!
Poczułem się, jakbym znowu był w średniowieczu, gdzie podróżnicy są wyganiani ze wsi przez tubylców. Coraz więcej mężczyzn krzyczało i tłoczyło się wokół mnie. Próbowałem chronić aparat fotograficzny i moją głowę, kiedy trafił mnie drugi cios. Jakoś udało mi się uciec… Moja teoria się potwierdziła: kto używa przemocy w stosunku do zwierząt, nie waha się użyć jej również przeciw drugiemu człowiekowi!”


Poważnie ranne zwierzę: wyrwany róg i głowa spryskana sprayem
samochodowym…

Jednak nie daliśmy się wygonić z tego okropnego miejsca!
Obserwowaliśmy handlarza, który po zakupie cielaka wyciągnął kolczyk ze swojego samochodu i za pomocą kombinerek wbił go zwierzęciu w ucho. Średnio 50 % zwierząt na tej giełdzie – więc około 200 krów, byków i cielaków – nie miało kolczyków… To tyle, jeśli chodzi o obowiązek znakowania zwierząt w Unii Europejskiej i z tym związane, dozwolone przez ustawę, oszustwa!


Kałuże krwi na ziemi, widoczne gołym okiem cierpienie – nikogo to nie
interesuje!

Co się stało z policją w tym miejscu? Z ochroną? Albo z tymi dwoma mężczyznami w białych fartuchach, którzy prawdopodobnie mieli przedstawiać weterynarzy? Oni nie robili NIC! Nie obchodziły ich ani brakujące kolczyki, ani te poranione zwierzęta, ani stan techniczny pojazdów! Ani ja, gdy zostałem zaatakowany… Przeciwnie: Ci ludzie robili sobie żarty i śmiali się głośno razem z handlarzami.

Gdy opuszczaliśmy teren giełdy, jeszcze raz zobaczyłem tą krowę. Długo na nią patrzyłem. Była już ochrypła z powodu głośnego ryczenia o pomoc, nikt jej nie słuchał, lecz ona mimo tego się nie poddawała. Słyszałem jej krzyk i nigdy, przenigdy go nie zapomnę!

Będziemy walczyć o te zwierzęta.


Nasze cele:

– Tego rodzaju giełdy muszą zostać natychmiast zamknięte przez Unię Europejską!
– Zwierzęta nie mogą być zostawione na pastwę tak okrutnych ludzi.
– W szczególności hodowcy muszą być surowiej i częsciej kontrolowani, ponieważ tak zwane „zwierzęta użytkowe” są wobec nich bezbronne.


Wychudzone, zmaltretowane, głodne i spragnione…


Dopiero w drodze do rzeźni uczy się chodzić – skarłowaciałe stawy i
zdeformowane kopyta jako rezultat stania przez całe życie w jednym miejscu.

Żądamy natychmiastowego zamknięcia tej giełdy. Skontaktujemy się z
najwyższymi władzami, by zakończyć to cotygodniowe pełne okrucieństwa znęcanie się nad zwierzętami!


Adresy, na które można przesłać listy z protestami i apelami:

bodzentyn@post.pl , www.bodzentyn.ugm.pl
Burmistrz: Stanisław Marek Krak
Zastępca Burmistrza: Janusz Mariusz Kozera
Przewodniczący Rady Miejskiej: Dariusz Świetlik

wojewoda@kielce.uw.gov.pl
Wojewoda: Bożentyna Pałka-Koruba

wet@wetgiw.gov.pl , www.wetgiw.gov.pl
Główny Inspektorat Weterynarii

w.wyszkowski@wiw.kielce.pl
Powiatowy Lekarz Weterynarii w Kielcach

kancelaria@minrol.gov.pl , www.minrol.gov.pl
Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi

Propozycja listu:

Szanowny Panie X,

Ja niżej podpisana/y protestuję przeciwko bestialskiemu traktowaniu zwierząt na targowisku w Bodzentynie. Jestem wstrząśnięta/y i zbulwersowana/y informacjami o niehumanitarnym oraz niezgodnym z prawem obchodzeniu się ze zwierzętami, o makabrycznych praktykach, które temu towarzyszą, o braku jakichkolwiek działań w celu zapobiegania takim sytuacjom oraz ścigania winnych. Są to okrutne wykroczenia powodujące niepotrzebne, dodatkowe cierpienia zwierząt.
Niniejszym domagamy się natychmiastowego zamknięcia targowiska, bądź podjęcia natychmiastowych działań, których efektem będzie ukaranie osób odpowiedzialnych za znęcanie się nad zwierzętami oraz natychmiastowa poprawa warunków skupu zwierząt i przestrzeganie praw zwierząt zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem (Ustawa o ochronie zwierząt Dz.U.97.111.7240). Ponieważ targowisko jest prowadzone przez gminę nie może tam dochodzić do bezkarnego łamania prawa zarówno przez pracowników jak i handlarzy.

Imię i nazwisko, adres, lub nr PESEL.


Źródło:

Die Tier-WeGe-05.02.2011-02-11
www.tier-wege.at/tiertransporte/news2011/jan11_polen-bodzentyn-rindermarkt.html

Tłumaczenie i streszczenie: Marta Ruszkiewicz, Barbara Cvetko

Kontakt:
Marta Ruszkiewicz, e-mail: martar19@o2.pl
Barbara Cvetko, e-mail: basia4@gmx.at
Dominik Nawa (z organizacji Przystań Ocalenie): http://www.przystanocalenie.pl

Nadesłał/a: Wegetarianie.pl