Rok z makrobiotyką
Kazimierz Kłodawski
Wydawnictwo: NOWA ZIEMIA 2008
Liczba stron: 280
Format: 165 x 240 mm
* * *
Fragmenty wstępu do książki:
Makrobiotyka to sztuka zdrowia i długiego oraz twórczego życia i z jednej strony specyficzny, bo w pełni naturalny sposób odżywiania pokarmem nieprzetworzonym technologicznie, w pełni witalnym, zrównoważonym energetycznie i pochodzącym z naturalnych i lokalnych upraw, a z drugiej strony głęboko inspirująca filozofia, styl i sposób życia. To makrobiotyka jednoznacznie i bezkompromisowo pokazuje, że jakość i komfort naszego życia zależy od tego, co jemy, dokonując – przy pomocy naszej codziennej strawy - subtelnych przeobrażeń umysłu, ciała i ducha. To makrobiotyka wskazuje na dynamiczny i wzajemnie dopełniający się związek, jaki istniej między życiem we wszelkiej postaci, a środowiskiem naturalnym. Odżywiając się makrobiotycznie powracamy do źródeł i na nowo odkrywamy znaczenie takich słów jak, przyroda, Natura, zdrowie, prostota, sukces, miłość, szczęście itd. Uczymy się na nowo życia, które zaczyna być przewrotnie proste, naturalne i bardziej logiczne. Osoby odżywiające się stale makrobiotycznie są praktycznie odporne na wszystkie choroby. I ten aspekt bardzo skutecznej profilaktyki zdrowotnej jest niezwykle ważny dziś, gdy chorób i chorych przybywa, a klasyczna medycyna, która nieopatrznie wzięła na siebie odpowiedzialność za nasze zdrowie, najzwyczajniej na świecie nie radzi sobie z tym problemem. Makrobiotyka, jej filozofia oraz naturalny sposób życia i odżywiania, może być alternatywą i naturalnym dopełnieniem oraz wzbogaceniem we wschodnią, szczególnie starożytną, mądrość i specyficzną myśl filozoficzną, współczesnego zachodniego stylu życia.
Współczesna medycyna akademicka, skuteczna w leczeniu stanów ostrych i nagłych, mogąca się pochwalić dużymi osiągnięciami np. w chirurgii urazowej, wydaje się być całkowicie bezradna wobec przypadłości i chorób cywilizacyjnych, o naturze chronicznej, a dotyczącej przeważającej dziś, na progu trzeciego tysiąclecia, liczby chorych. Rośnie również ogólna liczba chorych i chorób: na przełomie wieku XIX i XX wyszczególnionych było 700 jednostek chorobowych, sto lat później było ich już 10 tys. i liczba ta ciągle zastraszająco rośnie, podobnie jak liczba chorujących na poszczególne choroby. Na początku XX wieku ilościowy stosunek zachorowań ostrych do przewlekłych wynosił 9:1, dziś jest on dokładnie odwrotny. Systematycznie rośnie liczba przewlekle chorych na alergie, nowotwory, choroby reumatyczne, autoimmunologiczne, układu krążenia czy uwarunkowane czynnikami środowiskowymi (ekologicznymi). Chorym tym medycyna akademicka niewiele ma do zaoferowania oprócz objawowej farmakoterapii oraz metod inwazyjnych, jak napromieniowanie czy skalpel. Kryzys współczesnego całego świata medycznego nie polega na braku środków na leczenie, jak nam – Polakom – próbuje się to od lat wmawiać, ale na braku jakiegokolwiek postępu w leczeniu właśnie chorób cywilizacyjnych (chronicznych czy przewlekłych). To jest prawdziwa granica do której dotarła współczesna medycyna z całym swoim zapleczem technologiczno-farmakologicznym i której nie może przebrnąć. To jest granica faktycznych możliwości współczesnej medycyny i lekarzy, którzy jej bezkrytycznie służą. Julian Aleksandrowicz, wybitny lekarz i myśliciel, tak przedstawiał ten problem, „Głównym przejawem niepowodzenia współczesnej medycyny jest to, że nie umie ona przeciwdziałać rozpowszechnieniu się chorób cywilizacyjnych. Możliwe, że wybuduje się kiedyś w Polsce kilkadziesiąt centrów onkologicznych, wiele nowych szpitali psychiatrycznych, ośrodków kardiologicznych, trudno jednak będzie uznać to za sukces medycyny”.
Współczesna medycyna przede wszystkim widzi chory narząd i chorobę, a nie widzi człowieka, będącego całością i jednością. Rozproszenie wiedzy, umiejętności i doświadczenia w coraz węższych specjalizacjach sprawiło, że wiedza o świecie, środowisku i człowieku, jako całości zaczęła się oddalać. A „...katedra jest czymś więcej niż tylko sumą kamieni, ona nadaje im piękno i sens. Podobnie człowiek jest czymś więcej niż tylko sumą organów...”. Te pełne mądrości słowa Saint Exupery,ego w całości oddają obraz zagubionej współczesnej medycyny. Podstawowy paradygmat leczniczy akademickiej medycyny, a wyrażający się, mówiąc najogólniej: objawowym (symptomatycznym) i farmakologicznym leczeniem, koncentrowaniem się w całości na chorobie, a nie na zdrowiu oraz coraz węższe specjalizacje negujące potrzebę holistycznego (całościowego) podejścia do zdrowia i choroby – jest błędny. Potrzeba zmiany dotychczasowego paradygmatu leczniczego jest sprawą najpilniejszą i najbardziej dziś potrzebną medycynie, lekarzom i przede wszystkim pacjentom. I nie chodzi tu, oczywiście, o tworzenie teorii spiskowej dziejów z lekarzami i farmaceutami w roli głównej. Ale o jak najszybsze odejście od medycyny naprawczej do medycyny jutra, czyli skutecznej profilaktyki, to znaczy takiej, która ochrania i tworzy zdrowie, a dopiero w ostateczności bierze się za naprawianie i leczenie.
Medycyna jutra, którą należy wprowadzać już dziś, winna:
- w całości koncentrować się na zdrowiu, a nie na chorobie, a przynajmniej powinna być jednakowo zainteresowana utrzymaniem człowieka w zdrowiu, jak leczeniem już chorego.
- szeroko pojęta profilaktyka (w tym również profilaktyka ekologiczna) powinna stać się najważniejszą dziedziną medyczną. Zapobieganie chorobie, a nie ciągłe leczenie powinno stać się nowym leczniczym paradygmatem – chodzi o zdrowy i twórczy rozwój, a nie o chorą, poddawaną ciągłemu leczeniu, patologiczną egzystencję.
- jeżeli niedomaganie, przypadłość lub choroba już zaistnieją, to należy oddziaływać na faktyczną przyczynę zaburzenia, którą zawsze jest niezrównoważone i pozbawione wewnętrznej i zewnętrznej harmonii i motywacji życie, a nie na objawy chorobowe, bo te są sygnałem i informacją i w gruncie rzeczy są nam przyjazne.
Makrobiotyka w sposobie lansowanego odżywiania, nie jest wegetarianizmem. Tradycyjnie przyjmuje się, że w standardowej makrobiotycznej diecie, oprócz pełnych ziaren zbóż i produktów z nich pochodzących, warzyw we wszelkiej postaci, małej ilości sezonowych owoców, wodorostów i roślin dziko rosnących można również dwa, trzy razy w tygodniu spożywać ryby, owoce morze lub drób z hodowli naturalnych. Ale to nie jest nakaz ani wymóg, lecz niezobowiązująca propozycja, dla wszystkich tych, którzy z różnych przyczyn, mogą mieć kłopoty z radykalnym zaprzestaniem spożywania mięsa. To, czy po tak zwanym przejściu na makrobiotyczny styl życia, zaprzestaniemy spożywać mięso, czy nie, zależy tylko i wyłącznie od naszego osądu. W makrobiotyce wielką wagę przykłada się do życia wolnego i ze wszech miar niezależnego, a niezależność to pełna odpowiedzialność za własne samopoczucie i zdrowie oraz środowisko, w którym żyjemy – szanujmy i ceńmy indywidualne decyzje, również te związane z wyborem pożywienia. Georges Ohsawa, twórca współczesnej makrobiotyki, tak widział ten problem „Z punktu widzenia biologii jesteśmy dziećmi naszej roślinnej matki. Bez roślinności na ziemi nie istniałyby zwierzęta. Hemoglobina jest pochodną chlorofilu. Wszystkie produkty roślinne są surowym materiałem do konstrukcji i podtrzymywania przy życiu naszego ciała. Mięso i produkty odzwierzęce nie są takim materiałem. Generalnie powinniśmy żywić się roślinami i ich bezpośrednimi produktami. To podstawowe prawo biologiczne”. Jeszcze radykalniej wypowiadał się w sprawie spożywania mleka i nabiału „Uwielbienie dla mleka i nabiału jest jednym z wielkich przesądów współczesności. To absurd, który kryje w sobie chęć zaspokojenia za wszelką cenę zmysłów i żądzy eksploatacji istot słabszych. Dietetyczna teoria polecająca mleko i nabiał jest niczym innym jak płatną reklamą”, a także, „W przyrodzie żadne stworzenie po okresie ząbkowania nie jest karmione i uzależnione od mleka matki czy jakiegokolwiek innego mleka, tym bardziej mleka pochodzącego od stworzenia innego gatunku.” Moja rada natomiast jest taka, abyśmy wszelkie zmiany żywieniowe wprowadzali powoli i z rozmysłem. Żyjemy w świecie, w którym mięso i nabiał jest trwałym elementem naszego codziennego odżywiania, dlatego rezygnacja z niego powinna być naszym w pełni świadomym wyborem. To czy będziemy jeść mięso i nabiał, czy nie, to kwestia naszego osądu, który będzie się rozwijał w miarę wprowadzania makrobiotyki do naszego życia. Osobiście jestem zwolennikiem makrobiotyki wegańskiej, jak sam nazwałem ten styl życia i odżywiania, i który prezentuje na łamach tej książki. Piętnaście lat takiego odżywiania i życia, badań, dociekań i eksperymentów indywidualnych i z grupą przyjaciół jednoznacznie unaoczniło mi, że taka makrobiotyka jest niezwykle skuteczna w zachowaniu zdrowia i radości życia oraz jest stymulatorem twórczego rozwoju – a oto przecież w życiu chodzi. Rozważając zagadnienie, co należy, a czego nie należ spożywać, nie powinniśmy zapominać o jednej z najważniejszych zasad makrobiotycznych, że jakość zawsze pozostaje pod przemożnym wpływem ilości. Nadmiar jest nawet gorszy niż zła jakość. Współcześnie, w bogatszej części świata, spożywa się o wiele więcej (niektórzy naukowcy przyjmują, że nawet od 3 do 5 razy więcej) pokarmów, niż jest to naszemu organizmowi potrzebne.
Tak sobie myślę, że jeżeli treści zawarte w tej książce sprawią, że zaczniecie, drodzy czytelnicy, inaczej, bardziej refleksyjnie i motywująco, patrzeć na swoje życie, a może i zechcecie zacząć zmieniać je na bardziej naturalne i w konsekwencji makrobiotyczne, to będzie znaczyło, że gdzieś kawałek naszej pięknej planety – Ziemi, na którym żyjemy - na powrót staje się normalny – bo naturalny. Życzę Wam i sobie jak najwięcej tej normalności w naturalności, a także mądrości, cierpliwości i konsekwencji w zmienianiu życia tak, aby było ono bardziej proste, twórcze i przede wszystkim zdrowe, czyli w każdym calu lepsze.
Kazimierz Kłodawski
Dodano: piątek, 08 sierpnia 2008 Napisał: Admin Wynik:      Link pokrewny: http://www.klodawski.pl/ksiazka.php?nav=book Odsłon: 3274 Język: pol
|