Podziel się!Share on Facebook0Pin on Pinterest0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Print this pageEmail this to someone

Taki wyrok wydał płocki sąd. O bestialstwie na osiedlu Kolegialna organy ścigania zawiadomiło Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami. To była pierwsza tego typu sprawa w kilkuletniej historii płockiego koła TOnZ.

Połowa sierpnia, okolice ul. Krótkiej. – To tam trzech młodych ludzi zamęczyło dwa kilkutygodniowe kociaki – opowiada Maria Szygoska z Towarzystwa. – Rzucali nimi, kopali, chodzili po nich, dawali do zabawy psom [amstaffowi i rottweilerowi], które nosiły je w pyskach. Koty miały przetrącone kręgosłupy i potrzaskane szczęki. To był niesamowity akt okrucieństwa. Kiedy usłyszałam o tym wszystkim od świadka, który sam zgłosił się do Towarzystwa, byłam wstrząśnięta. Z czymś tak drastycznym spotkałam się pierwszy raz w życiu. Co więcej, całe zajście obserwowały bawiące się w pobliżu dzieci.

TOnZ natychmiast zgłosił to policji. Z kolei ta po śledztwie przekazała sprawę prokuraturze, która ostatecznie skierowała do sądu akt oskarżenia. Wreszcie ostatnio zapadł wyrok.

W Towarzystwie wyliczają, że obydwaj skazani mają powyżej 20 lat i że jeden (wcześniej już notowany) „dostał” cztery miesiące bezwarunkowego pozbawienia wolności. Drugi (który w kolizję z prawem wszedł po raz pierwszy) – cztery miesiące pozbawienia wolności z zawieszeniem na cztery lata. Trzecim, który jest nieletni, zajmie się sąd rodzinny.

Żaden z mężczyzn nie przyznaje się do winy, wyrok jest nieprawomocny. – Sędzia dał wiarę słowom świadka – informuje Maria Szygoska. – Uznał, że świadek nie miał żadnych powodów, aby wymyślać albo mścić się na oskarżonych mężczyznach. Niech ta sprawa będzie przestrogą dla wszystkich, którzy znęcają się nad zwierzętami, i znakiem, że za taki czyn można iść do więzienia. Nikt, kto odczuwa frajdę, chorą satysfakcję ze znęcania się nad zwierzętami, nie może się czuć bezkarny. Cieszę się, że takie wyroki zapadają coraz częściej. Kilka miesięcy temu gdzieś w Polsce młody człowiek szkolił amstaffa do zabijania kotów. Pies odgryzał im głowy, przetrącał kręgosłupy, właściciel trafił do więzienia na półtora roku.

Ewa Gebert z Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Zwierząt Animals

– Jeszcze do niedawna sądy traktowały te sprawy jako mało szkodliwe społecznie, ale powoli to zaczyna się zmieniać. W ustawie o ochronie zwierząt powinien znaleźć się zapis o utworzeniu rejestru osób, które mają zakaz posiadania zwierząt. Będziemy walczyć o taką zmianę.

Kronika bestialstwa

Styczeń 2007. Makabryczna historia z Grodziska Mazowieckiego. Mały kocur, szarobury dachowiec miał jakieś cztery miesiące. Ktoś długim pociągnięciem noża (albo innego ostrego narzędzia) rozciął mu podbrzusze. Wnętrzności wypłynęły na wierzch. Dodatkowo podpalone zostały trzy domki, w których mieszkało 11 bezpańskich kotów.

Styczeń 2006. 33-letni mężczyzna zabił trzy szczeniaki na rynku w Jaworze na Dolnym Śląsku. Włożył pieski do reklamówki i tłukł nimi o mur arkad.

Czerwiec 2005. Dwóch nastolatków z Gdańska rozpaliło ognisko z ciał martwych kociąt. Ktoś nagrał to zdarzenie, a film został opublikowany w internecie. Zdaniem policji chłopcy wcześniej zatłukli zwierzaki cegłami.

Kwiecień 2005. Jedna z mieszkanek dolnośląskiej wsi Trzebnice usłyszała w okolicy wysypiska śmieci skomlenie. Okazało się, że zwierzę znajduje się pod ziemią. Kiedy policjanci dojechali na miejsce, pies miał już pysk ponad ziemią. Widocznie sam próbował się odkopać. Sprowadzony na miejsce weterynarz ustalił, że pies został ogłuszony tępym przedmiotem i dopiero potem zakopany. Po zbadaniu okazało się, że zwierzęciu nie można już pomóc.

Sierpień 2004. Pół roku więzienia dostał mieszkaniec okolic Dobrego Miasta (Warmińsko-Mazurskie), który wrzucił kota do beczki pełnej ognia, a potem poparzonego „z litości” dobił drągiem.

Wrzesień 2001. W Chorzowie parcianym sznurkiem ktoś przywiązał dobermana do torów. Przejeżdżający pociąg odciął zwierzęciu dwie łapy. Dopiero wtedy psu udało się odczołgać od torów. Weterynarz, który musiał go uśpić, orzekł, że ten, kto przywiązał dobermana, musiał wiedzieć, co grozi zwierzakowi.

Maj 2000. Czarnego kundelka z wypalonymi oczami znaleźli pod Radomiem pracownicy schroniska dla zwierząt. Oślepione zwierzę miotało się w przydrożnym rowie, nie wiedząc, w którą stronę uciekać. W schronisku przypominali, że wcześniej w Białobrzegach ktoś żywcem spalił młodego pieska, w Jedlińsku cudem udało nam się uratować psa, który był głodzony przez właściciela tylko dlatego, że nie chciał szczekać. Najgłośniejszy stał się przypadek Rudego, dużego owczarka, który najpierw został polany klejącą substancją, a później przywiązany do drzewa.

Luty 2000. Sąd w Łodzi skazał na pół roku więzienia mężczyznę, który wyrzucił swojego psa przez okno z pierwszego piętra.

Źródło: Gazeta.pl Płock

Nadesłał/a: bartezzzzz