Wycofanie inwestora fermy norek w Chłopowie, likwidacja fermy w Bronowicach
Spór o budowę gigantycznej fermy norek pod Myśliborzem rozstrzygnięty. W wyniku postępowania w sprawie oceny oddziaływania na środowisko, holenderski inwestor zrezygnował z budowy fermy norek przeznaczonej do hodowli 120 tys. zwierząt. Jest to przede wszystkim sukces mieszkańców Chłopowa, którzy wspierani przez Federację Zielonych Gaja i leśników, od początku byli przeciwni lokalizacji tego obiektu w pobliżu rezerwatów przyrody oraz zabudowań mieszkalnych.
O losach tej kontrowersyjnej inwestycji niejednokrotnie informowały media. Szczególnie głośno o sprawie było latem, rok temu, gdy ważyły się losy raportu oddziaływania inwestycji na środowisko. Wówczas inwestor przekonywał o braku negatywnego wpływu fermy na środowisko. Z takim argumentem nie zgodzili się eksperci Federacji Zielonych Gaja i Wojewódzki Konserwator Przyrody. O wycofaniu się inwestora przesądziła wola walki i determinacja samych mieszkańców. Zanim poprosili ekologów o pomoc dobrze skalkulowali plusy i minusy przedsięwzięcia.
– Jako mieszkańcy, początkowo byliśmy kuszeni miejscami pracy w fermie, ale szybko zrozumieliśmy, że to dla nas niewielka korzyść. Przecież wiemy dobrze, jak to jest w sąsiednich wsiach, gdzie są norki – w Giżynie, Mystkach, Tarnowie. Tam tylko straszny fetor, gnój na drogach, zatrute cieki wodne… Wiemy też o wyrzucaniu do naszych lasów padliny z ferm. A gdyby norki nie uciekały z klatek, to przecież właściciel nie wyznaczałby nagród za ich złapanie czy zabicie. Wszystko ładnie wygląda na papierze i w obietnicach. Dopiero później ludzie żałują, że nie protestowali przeciw wybudowaniu u nich fermy – mówi Jan Grzejszczyk, mieszkaniec Chłopowa.
– W krajach zachodnich są coraz ostrzejsze przepisy lub zakazy dotyczące funkcjonowania ferm zwierząt futerkowych i inwestorzy przenoszą takie „brudne” technologie na wschód, gdzie jest tańsza siła robocza oraz słabszy opór mieszkańców. Jak widać na przykładzie fermy w Chłopowie nie wszędzie się jednak to im udaje – dodaje Artur Krzyżański, wspierający mieszkańców z ramienia Federacji Zielonych Gaja.
Na mapie działań Federacji w walce z ekspansją gigantycznych hodowli zwierząt futerkowych jest również inna ferma. We wrześniu Lubuski Wojewódzki Inspektor Budowlany w Gorzowie Wlkp. utrzymał w mocy decyzję organu powiatowego (PINB w Drezdenku) uchylającą pozwolenie na użytkowanie istniejącej fermy norek we wsi Bronowice pod Strzelcami Krajeńskimi (woj. Lubuskie). Ferma należy do tego samego inwestora, który próbował rozpocząć nową działalność w Chłopowie. Tam również mieszkańcy utworzyli komitet protestacyjny. Jak argumentują – nie chcą smrodu, much, nawozu na drogach i końca marzeń o agroturystyce. W oparciu o doświadczenia organizacji ekologicznych wszczęli postępowanie, w efekcie którego wydana została prawomocna decyzja unieważniająca warunki zabudowy. Do likwidacji fermy potrzebne jest jednak większa wola organów administracji, odpowiedzialnych za jakość życia okolicznych mieszkańców. Nie zmienia to jednak faktu, iż wraz z rosnącą świadomością obywateli, mamy coraz więcej aksamitnych rewolucji. Bez awantur i szarpaniny powstrzymywane są inwestycje, które nie służą zrównoważonemu rozwojowi regionu, a przynoszą niepotrzebne cierpienie zwierzętom i smród lokalnym społecznościom.
Więcej informacji:
Artur Krzyżański (koordynator kampanii)
Federacja Zielonych GAJA,
Zachodniopomorski Informator Ekologiczny Zielony Rynek,
70-216 Szczecin, ul. Czackiego 3 a,
tel. 091 488 20 53, kom. 0 609 96 33 65, e-mail: arturk@gajanet.pl
Nadesłał/a: artur
Nie ma jeszcze komentarzy
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.









