zaczne od bardzo fascynujacej historii....wczoraj mama sie na mnie wydarla o to ze nie jem wogole miesa boi sie bardzo o moje zdrowie, dlatego postanowilam sprawic jej przyjemnosc i zjesc jakas rybe.Mama kupila mi wedzona makrele. Ale ja jak ja zobaczyłam taka bez glowy(oczywiscie o rybce mowa) z samym ogonkiem wsadzona w woreczek foliowy to sie poplakalam...nie moglam jej nawet dotknac!
A tak wogole to sama nie wiem czy moge sie nazywac wegetarianka bo w sumie tylko wyrzeklam sie potraw miesnych a pozostale produkty pochodzenia zwierzecego sa nadal obecne w mojej diecie, np:jem bardzo duzo sera zoltego.Pozatym zdarzylo mi sie zjesc 3 razy smazonego lososia. I mam tutaj pytanie do obeznanych wegetarian...czy jedzenie ryb jest dozwolone?sama probowalam do tego dojsc rozpatrujac rozne aspekty np religine, mam tu na mysli post. wedlug kosciola w piatki oowiazuje post bezmiesny a mimo to ryby sa dozwolone?i o co chodzi przeciez z drugiej strony ryba to tez mieso?
P.S. dodam ze moj bezmiesny staz to ja narazie 86!:)
Hm...dla mnie osobiście jest nie do pomyślenia,że mogłąbym jeśc ryby i szczerze mówiąc drażni mnie gdy ludzie mówią "ale ryby chyba jesz?".Jedzenia ryb nie rozważam w kwesti "czy mi wolno jako wege"...jest dla mnie samo w sobie naturalne,że ich nie jem.Ryba jest tak samo zwierzątkiem jak np świnia..a nie jem dlatego ,że nie chce jeśc zwierząt.Rozumiem Twoje uczucia gdy zobaczyłaś tą makrele-raz w życiu pływał u mnie karp przed wigilią-to wystarczyło.
Nie jem mięsa krócej niż Ty...ale do tej decyzji długo dojrzewałam..dlatego pomimo ok50 dniowego stażu czuję się jakbym była wege od zawsze-to cudowne uczucie, gdy czujesz, że cos jest zgodne z Twom ciałem i duszą.
Jeśli chodzi o składniki zwierzęce w róznych produktach to zawsze sprawdzam skład...nie jem np. placków na jakiś imieninach bo nie wiem czy w margarynie nie było lecytyny...ale z serem żóltym to nie do końca jest jeszcze u mnie ok...właściwe dopiero nie dawno się dowiedziałam , że może zawierac podpuszkę zwierzeca...narazie stram się go wyeliminowac..i chyba zrezygnuje całkiem.
Pozdrawiam serdecznie,
Ps moja mama tez marudzi...ale powoli się przyzwyczaja:)
Witaj!
Jako weteranka wegeterianizmu (ścisłego, bez jajek i ryb) chciałabym Ci powiedzieć, że naprawdę, ale to naprawdę to, co jesz jest Twoim i tylko Twoim wyborem. Do tego dochodzi się samemu i nikt nie ma prawa narzucać Ci reguł. Odżywiaj się tak, jak podpowiada Ci instynkt. Początki są różne, ale stopniowo Twoje zasady żywieniowe same się ustatkują. Jeżeli ktos Ci powie, że źle robisz, jedząc ryby - nie słuchaj go - posłuchaj siebie. I nigdy nie mów czegoś takiego innym. Tylko Ty naprawdę możesz poznać samą siebie, a nauka, jak wiadomo, to trudna i wyboista droga. Za to jej koniec ... no, ale sama się przekonasz 🙂
Uściski, Tofka
Praca
Proszę Zaloguj Się lub Rejestracja






