Witam.
Od dawna rozmawiam z ludźmi na temat wegetarianizmu.
Do dzisiaj myślałem że jestem w tym "niepokonany", że nikt nie potrafi mnie zgasić.
Jedzenie mięsa jest nieekonomiczne , nieetyczne i zwyczajnie nielogiczne. Nie będę się rozpisywał. Ostatnio jednak usłyszałem zdanie w rodzaju:
-Niby dlaczego wegetarianizm? Przecież gdybym oszczędził wodę i jedzenie - uratowałbym przykładowo 20 głodujących, czy cierpiących z braku wody ludzi. Byłoby to przy okazji mniej dla mnie problematyczne. Czemu miałbym uratować 20 zwierząt, przestając jeść mięso, kiedy mógłbym zamiast tego postarać się w innej materii, i uratować 20 ludzi?
Zwyczajnie nie wiem co powiedzieć. Zatkało mnie.
Siedzę pare godzin nad odpowiedzią i naprawdę nie wiem.
Co w takiej sytuacji macie do powiedzenia?
Można ratować i zwierzęta, i ludzi - bo czemu by nie? 😉
Nie rozumiesz, to był tylko przykład.
Chodzi o to, że można robić setki rzeczy, żeby zapobiec bezsensownej śmierci, czy to zwierząt, czy ludzi.
Po co przestać jeść mięso, skoro można zawiesić się na drzewie, żeby codziennie na autostradzie nie ginęły setki żab?
widzę, że nikt nie potrafi odpowiedzieć na moje pytanie.
czyli muszę uznać, że w gruncie rzeczy wegetarianizm nie ma sensu, bo można uzyskać ten sam efekt, nie rezygnując ze smacznego posiłku.
czym zwierze uratowane od zabicia w rzeźni różni się od tego zabitego w tak samo bezsensowny sposób, ale nie żeby zostać zjedzonym?
niczym.
więc czemu być wegetarianinem, skoro można uratować głodujące dziecko.
Jedzenie mięsa nie pomaga ani zwierzętom, ani dzieciom. Nikomu. Zabijanie zwierząt dla "smacznego posiłku" to przykładanie się do coraz większej ilości cierpienia i krzywd. Zupełnie niepotrzebne przykładanie się. Czy nie wystarczy już, że zwierzęta giną bezsensownie poza rzeźniami? Po co dokładać do tego więcej? Czy jedno zło usprawiedliwia czynienie kolejnego?
Jaki sens ma pomaganie jednemu i jednoczesne zabijanie drugiego? Gdzie tu postęp? Wszystko stoi w miejscu, suma cierpienia nie zmniejsza się. Zamiast dumać nad rozwiązywaniem problemów, lepiej ich po prostu nie tworzyć i mieć je z głowy. Ale jeśli jednak ktoś już zdecyduje, że woli przykładowo uratować dziecko zamiast być wege, bo z jakiegoś powodu nie może tych dwóch rzeczy pogodzić, to niech rzeczywiście coś pożytecznego dla tego dziecka zrobi zamiast gadać. Bo niestety, zwykle na takim jałowym gdybaniu się u ludzi kończy.
http://www.explosm.net/comics/random/
bez sensu prowokacja! w jaki sposób ratujesz głodujące dzieci jedząc mięso? a nawet jeśli je ratujesz, działasz na rzecz pokoju na świecie i wogóle jeśli to dzięki tobie ten świat się nie wali. . . to co z tego? co ci zaszkodzi jesli spróbujesz robić cos jeszcze? boisz się że zadufanie sięgnie zenitu?
20 years from now you'll be more disappointed by the things that you didn't do than by the ones you did do. So throw off the bowlines. Catch the trade winds in your sails. Explore. Dream. Discover.
bez sensu prowokacja! w jaki sposób ratujesz głodujące dzieci jedząc mięso? a nawet jeśli je ratujesz, działasz na rzecz pokoju na świecie i wogóle jeśli to dzięki tobie ten świat się nie wali. . . to co z tego? co ci zaszkodzi jesli spróbujesz robić cos jeszcze? boisz się że zadufanie sięgnie zenitu?
kłania się nauka czytania ze zrozumieniem.
może najlepiej przytocze cytat, jeśli znowu ktoś nie zrozumie to ja się poddaję, nie będę tłumaczył 1 zdania 15 razy.
ale jedzenie mięsa jest zupełnie bez sensu. przez to cierpią niewinne zwierzęta.
wiele rzeczy jest bez sensu. litujesz się nad zwierzętami, a czemu nie nad głodującymi dziećmi, czy ludźmi umierającymi z braku wody w Afryce?
albo
jedzenie mięsa to głupota. wszyscy powinni przestać jeść mięso.
to w takim razie każmy też wszystkim oszczędzać wodę. uratujemy tyle samo istnień.
Jedzenie mięsa nie pomaga ani zwierzętom, ani dzieciom. Nikomu. Zabijanie zwierząt dla "smacznego posiłku" to przykładanie się do coraz większej ilości cierpienia i krzywd. Zupełnie niepotrzebne przykładanie się. Czy nie wystarczy już, że zwierzęta giną bezsensownie poza rzeźniami? Po co dokładać do tego więcej? Czy jedno zło usprawiedliwia czynienie kolejnego?
Jaki sens ma pomaganie jednemu i jednoczesne zabijanie drugiego? Gdzie tu postęp? Wszystko stoi w miejscu, suma cierpienia nie zmniejsza się. Zamiast dumać nad rozwiązywaniem problemów, lepiej ich po prostu nie tworzyć i mieć je z głowy. Ale jeśli jednak ktoś już zdecyduje, że woli przykładowo uratować dziecko zamiast być wege, bo z jakiegoś powodu nie może tych dwóch rzeczy pogodzić, to niech rzeczywiście coś pożytecznego dla tego dziecka zrobi zamiast gadać. Bo niestety, zwykle na takim jałowym gdybaniu się u ludzi kończy.
nie wiem czy zauważyłeś, ale to działa też w drugą stronę.
ktoś może powiedzieć
"zaraz zaraz, jaki ma sens że pomogę śwince, kiedy pozwolę umrzeć murzynkowi? gdzie tu postęp? jeśli ktoś chce uratować zwierzaczka, niech najpierw uratuje człowieczka!"
[edytowane 12/2/2010 przez relohim]
To wszystko jest myśleniem magicznym. Tak naprawdę to, że ja zaoszczędzę metr sześcienny wody, nie przyczynia się do tego, że tę wodę otrzyma dziecko z Afryki. Poza tym mogę i oszczędzać wodę i nie jeść mięsa, nie wiem co stoi na przeszkodzie. Na dobrą sprawę, jeśli grupa wegetarian będzie coraz większa, popyt na mięso będzie relatywnie mniejszy, co za tym idzie, zmniejszy się podaż, a więc ilość hodowanego bydła. Natomiast moja wyżej wspomniana zaoszczędzona woda utonie w marginesie błędu i Ci, którzy jej potrzebują raczej nigdy jej nie zobaczą.
po pierwsze- nie widzę problemu, by pomagać zarówno ludziom, jak i zwierzętom. argument, że wegetarianie ratują zwierzęta, zamiast pomagać ludziom, słyszę często. i za każdym razem jestem coraz bardziej zła. z reguły ktoś, kto mi to mówi, nie robi nic, żeby pomagać innym ludziom, a mi zarzuca, że pomagam "tylko" zwierzętom, że są ważniejsze sprawy. smuci mnie jeszcze, że ktoś, kto mnie nie zna, zakłada, że jeśli jestem weganką, to nie przejmuję się ludźmi (co jest nieprawdą). uważam, że jeśli ktoś jest wrażliwy na krzywdę zwierząt, nie pozostanie obojętny wobec cierpienia ludzi.
żeby było jeszcze łatwiej- niejedzenie zwierząt przyczynia się do poprawy warunków życia ludzi! 1- mniej hodowli to mniej nawozów, mniej metanu- mniej zanieczyszczeń i zmian w środowisku. 2- gdyby wszystkie tereny, które zajmują hodowle zwierząt zamienić na uprawy roślin- dałoby się wykarmić całą ludzkość, nie byłoby problemu głodu. idąc dalej tym tropem- "wyprodukowanie" kilograma jabłek wymaga znacznie mniej wody niż "produkcja" kilograma mięsa. rezygnując z mięsa, zmniejszasz zużycie wody.
myślę, że dałoby się przytoczyć pewnie jeszcze wiele podobnych argumentów. dla mnie najważniejsze jest jednak, że działam w zgodzie z własnym sumieniem, że coś robię, w przeciwieństwie do większości ludzi z tego biernego i obojętnego społeczeństwa...
[b]relohim[/b] Twój znajomy miał jak dla mnie bardzo kiepski argument...
Generalnie większość ryżu, soji i kukurydzy produkowanych w krajach trzeciego świata jest eksportowana do krajów bogatszych min Europejskich i przerabiana na paszę dla zwierząt. Tak jakby życie tamtych biednych było mniej warte niż możliwość zaspokojenia apetytu przez bogatszych. Generalnie problem jest bardzo bardzo złożony a to jest jedynie jeden jego aspekt. Kiedyś oglądałam na ten temat film. Jak sobie przypomnę tytuł to podam. Wiesz można sobie oszczędzać wodę itd ale mięso jedzone przez nas było wcześniej nakarmione tanią paszą z biednych krajów a zamiast wykorzystać ją jako jedzenie dla biednych karmi się nią zwierzęta.
To nie jest tak, że żywności brak... Żle się nią dysponuje! I kto jest temu winien? Bogaci.
W niektórych krajach trzeciego świata istnieje nawet nadprodukcja żywności a co się z nią dzieje? Karmi się nią zwierzęta.
[b]Na wyprodukowanie 1kg wołowiny potrzeba 100 000litrów wody.[/b]
Cz Twój znajomy jest w stanie zaoszczędzić więcej wody niż zużywa jedząc mięso???
Dodatkowo tutaj znajdziesz wpływ produkcji mięsnej na środowisko
http://www.klubgaja.pl/_pliki/klubgaja-ocieplenie-pl.pdf
To niewiarygodne jak absurdalne argumenty są w stanie wysunąć mięsożercy aby się usprawiedliwić.
Wiem to częściowo po sobie kiedyś jak jadłam mięso jakie bzdury wymyślałam aby się wybielić sama przed sobą.
[edytowane 12/2/2010 przez Bellis_perennis]
po pierwsze- nie widzę problemu, by pomagać zarówno ludziom, jak i zwierzętom. argument, że wegetarianie ratują zwierzęta, zamiast pomagać ludziom, słyszę często. i za każdym razem jestem coraz bardziej zła. z reguły ktoś, kto mi to mówi, nie robi nic, żeby pomagać innym ludziom, a mi zarzuca, że pomagam "tylko" zwierzętom, że są ważniejsze sprawy. smuci mnie jeszcze, że ktoś, kto mnie nie zna, zakłada, że jeśli jestem weganką, to nie przejmuję się ludźmi (co jest nieprawdą). uważam, że jeśli ktoś jest wrażliwy na krzywdę zwierząt, nie pozostanie obojętny wobec cierpienia ludzi.
żeby było jeszcze łatwiej- niejedzenie zwierząt przyczynia się do poprawy warunków życia ludzi! 1- mniej hodowli to mniej nawozów, mniej metanu- mniej zanieczyszczeń i zmian w środowisku. 2- gdyby wszystkie tereny, które zajmują hodowle zwierząt zamienić na uprawy roślin- dałoby się wykarmić całą ludzkość, nie byłoby problemu głodu. idąc dalej tym tropem- "wyprodukowanie" kilograma jabłek wymaga znacznie mniej wody niż "produkcja" kilograma mięsa. rezygnując z mięsa, zmniejszasz zużycie wody.
myślę, że dałoby się przytoczyć pewnie jeszcze wiele podobnych argumentów. dla mnie najważniejsze jest jednak, że działam w zgodzie z własnym sumieniem, że coś robię, w przeciwieństwie do większości ludzi z tego biernego i obojętnego społeczeństwa...
Hm, ciekawa opinia.
Do tej pory używałem wręcz identycznych argumentów, no, może jeszcze to, że mniej mięsa to mniej tłuszczu, lepszy wygląd i więcej seksu. Idąc dalej, ten kto je mięso przegrał życie. 😛
Praca
Proszę Zaloguj Się lub Rejestracja






