Nie wiem jak Wy ale mnie czasami zdarzy sie dziubnac rybke.Chciałabym przestac ale boje sie o zdrowie.choc wiem ze mozna całkowicie zrezygnowac.Tylko chciałabym znalesc jakies substytuty,ktore pozwoliłyby mi je zastapic...Zeby nie stac sie przezroczysta 😀 😀 😀
Dajcie mi jakies wskazowki - prosze.
Pozdrowiam 🙂
NIkt nie robi się przezroczysty od niejedzenia ryb 😮
Ryby cenione są ze względu na Omega3, których wegetariańskim źródlem jest świeżo zmielone siemię lniane. Patrz post Jędrusia nieco wyżej. Siemię jest tanie, latwo dostępne, trzeba mieć tylko czym je zmielić i problem z glowy.
ja nie skubie ani rybki ani niczego innego i za niczym nie tesknie.Ciagle jestem swiadoma powodow,dla ktorych zrezygnowalam z jedzenia martwych zwierząt,chyba nawet z kazdym dniem coraz bardziej,wiec jak mogloby mi tego wszystkiego brakowac?
skupcie sie bardziej na przyczynach i celu-i wtedy bedzie Wam latwiej
Mi brakuje smaku śledzia w śmietanie i kielona wódki do tego. Nic na to nie poradze.
Jednak zdychają mi czasem rybki w akwarium i gdyby to były śledzie to bym zamiast je grzebać, wrzucać do jeziora na wieczny odpoczynek mógłbym je zjeść :>. Tak jak kiedyś celtowie zjadali kawałek mięsiwa ze swojego zmarłego ojca z szacunku i by przejąć jego ducha, tak ja bym mógł śledzika martwego zjeść 😉 .
A jak jest postrzegane jedzenie padliny ? Ja oczywiscie nie jadam, ale moze ktos ma na to jakies inne spojżenie ?
Jestem ciekawa jakie wiadomości, odczucia, wydarzenia, jacy ludzie skłonili Was do przejścia na wegetarianizm. :red:
Czy było to stopniowe, czy nagłe?
Nagle, aczkolwiek rozwazane. Odkad pamietam, nie znosilam zapachu surowego miesa, uciekalam na swiniobiciu na wsi itp. Ale jadlam, bo bialko, bo witaminy, bo zelazo...
W 2002 roku pojechalam na kolonie jako wychowawca. Przez trzy tygodnie, trzy razy dziennie bylismy karmieni miesem. Mialam tak dosc, ze po powrocie do domu zrobilam sobie detoks. I okazalo sie, ze swietnie sobie radze. Wiec przestalam jesc w ogole, nie bez walki z rodzicami. Przy czym rok jeszcze jadlam ryby i az do tego roku jajka.
Czy przekonujecie ludzi wokól Was? czy uważacie, że nie należy tego w żaden sposób narzucać?
Nie przekonuje, informuje, wysylam gazetki dostawane od PETY, ulotki na temat ubojni itp. Uwazam, ze do wegetarianizmu trzeba dojrzec, tego nie mozna w nikim na sile zmienic.
Nie jadam niczego, co moze spojrzec mi w oczy.
moje przejście było spowodowane chyba dojrzałością, działo się to w podstawówce gdy zaczęłam dorastać w pewnym momęcie nasuneło mi się pytanie, które jest w mej głowie ilekroć patrzę na mięso
KIM JA JESTEM BY ZABIJANO DLA MNIE ???
I nie potrafie pojąć że potrafimy być tak zapatrzeni w siebie, i nie widzieć tego co się dzieje wokół nas. Bo gdy ginął ludzie przez ludzi to wszyscy są wstrząśnięci, a gdy zabija się zwierzęta DLA ludzi nikogo to nie obchodzi bo przecież to takie NORMALNE 😡
NIe Świniaczek...nie kurczaczek...lecz kalfior i KaBACZek....
Może to, co napiszę, trochę was zbulwersuje, ale chcę pokazać, że pobudki przejścia na wegetarianizm nie zawsze są takie szczytne. Jak mówią, złe dobrego początki.
Od kiedy pamiętam uwielbiałam mięso, tak jak moja rodzina. Na roślinożerców patrzyliśmy z podjerzliwością i odcieniem pogardy. Sprawa nieco się zmieniła, gdy moja siostra cioteczna przeszła na wegetarianizm. Najpierw zwątpiłam w jej zdrowie psychiczne, ale potem zaczęłam podziwiać jej zapał, fantazję w przygotowywaniu potraw, pewność w wyborze drogi życiowej. Zaimponowała mi, przez co sama zaczęłam się interesować tą dietą. W międzyczasie przeszłam załamanie nerwowe, znacznie utyłam. Chcąc wrócić do dawnej sylwetki dramatycznie ograniczyłam ilość spożywanych pokarmów. Najpierw odstawiłam czerwone mięso, potem drób, na końcu ryby i tłuszcz wogóle. Wszystko to zasłaniając się artykułami o zdrowym odrzywianiu. Wegetarianizm stał się dla mnie wspaniałym wytłumaczeniem dla trzech liści sałaty i pomidora na obiadowym talerzu. Uspokajałam rodzinę mówiąc: jestem wegetarianką, wiem, co robię, dużo czytam, oni tak żyją i nic im nie jest. Jak nietrudno się domyśleć wpadłam w anoreksję.
Otrzreźwiło mnie odbicie wychudzonego ciała w lustrze. Zaczęłam zmuszać się do jedzenia czegokolwiek, wróciłam do drobiu i ryb. Nie ważne się stało, co jem, tylko ile i czy wogóle.
Gdy wróciłam do względnej równowagi z powrotem zwróciłam się ku wegetarianizmowi. Tym razem mądrze, rozważnie. Mogę powiedzieć, że jestem wegetarianką, bo taki jest mój wybór, nie dyktat chorego umysłu. Nie jem mięsa ze względów etycznych i zdrowotnych, wreszcie czuję w sobie harmonię.
u mnie to było z dnia na dzień!!poprostu postanowiłam z moją przyjaciółką ze razem przejdziemy na wegetarianizm!!!nastepnego dnia oświadczyłam mamie ze teraz jestem wege!!mama była załamana i chciała mi to wybić z głowu ale jej sie to nie udało!!niestety moja przyjaciółka nie wytrzymała i zostałam sama ale ja sie nie oprzełamałam!!!mam 14 lat i jestem wege od 2 lat!!!w podstawowce tylko ja byłam wege a teraz gdy jestem w gimnazjum mam kolezanke która jest wege(tylko my 2 na całą szkole(320 osób)
pozdrawiam natalka
natalka
U mnie najpierw był sprzeciw wobec robienia futer czy skór. Później starałam się przejśc na wegetarianizm, ale okazało się, że do tego nie dojrzałam, ponieważ dałam się zmanipulować. Potem zaczęłam wdrażać się w tematy zwierząt, ich cierpienia. Obejrzałam kilka zdjeć z rzeźni i poważnie się zastanowiłam nad swoim żywieniem. Zdecydowałam się na wegetarianizm, na początek lakto-ovo i stopniowo teraz wyzbywam się np. jajek. Wiem, że dotrę do weganizmu, choć nie mam pojęcia, ile czasu to potrwa. To taka metamorfoza stopniowa, każda moja decyzja ma być wyważona - tak sobie to zaplanowałam 🙂
Co do przekonywania innych... Nie narzucam się. Nie atakuję, nie mówię - czy wiesz, co zrobiono z tym kurczakiem, byś mógł go zjeśc? Nie, nic z tych rzeczy. Stopniowo, powoli. Staram się pisać o tym na język polski, czytam na forum klasy, zauważam, że pojawiają się ludzie zainteresowani losem zwierząt... Często męczę tylko znajomych, opowiadając o "ciekawostkach" z rzeźni, niby od niechcenia... Okropne jest to, że mówią: nie chcę wiedzieć...
[edytowane 2/4/2006 od Srebrna]
A ja nie jetem jeszcze vege ale poczułem sie zawstydzony w Greenie kiedy moja córa pare dnie temu nie była sobie w stanie wyobrazić sobie posiłku bezmiesnego.Wtedy uświadomiłem sobie jak bardzo jesteśmy odpowiedzialni za to kim są nasze dzieci.To po części z mojej winy rośnie mi domu przysłowiowy miesożerca .Z jednej strony córka chce mieć kota i jestem pewien że będzie go kochać miłościa jedyną i prawdziwą z drugiej niewyobraża sobie posiłku bez mięsa .Więc jak ma nauczyć się szacunku do zwierząt jednego głaszcząc drugiego jadząc.
dla mnie zawsze najważneijsze w jedzeniu było to, by było jak najmniej przetworzone, jak najmniej zmodyfikowane...jajka od swoich kurek, zielenina ze swojego ogródka, mięsko od świnek które biegały po zagrodzie, rosoł z kury która biegała po podwórku...
ale niestety większość roku spędzana w mieście daje mniejszy dostęp do zdrowej żywności, do tego dochodzi lenistwo, więc wcinało się pizze z mikrofalówek, i inne śmieci...
moi szefowie przeszli na ovo veganizm, i obserwowałam jak ich życie się zminiło, pod każdym względem...ja ciągle nie miałam odwagi na tak radykalny krok....az w końcu wylądowałam z różnych powodów w szpitalu (nagromadzenie śluzów w organiźmie) i tam nagle podjęłam decyzje - koniec z zywieniowym syfem...
no i jestem ovo-vege. wyzdrowiałam, czuję się swietnie, odkryłam różnorodność potraw wegańskich, odkryłam radośc gotowania... i najwazniejsze WOGÓLE nie czuje potrzeby zjedzenia mięsa czy sera...a keidys niew yobrazałam sobie dnia bez tych produktów 🙂
poza tym cieszę się że odzywiam się niczym moi (i zapewne Wasi) pradziadowie, czyli mącznie i kaszowo...oni dożywali po 100 lat ...
pozdrawiam
pewnego styczniowego dnia przeczytalam w jakiejs gazecie krótką notatkę o rzezi koni i był adres strony internetowej. Postanowiłam, że wejde-może w jakiś sposób przyczynie się do czegoś dobrego...no i weszłam i zaczełam czytac...potem weszłam na kolejne strony internetowe. Potem zaczełam czytac o wegetarianizmie, trafilam między innymi na ta stronę. I tak przez jedno popołudnie postanowiłam, że nie moge tak dalej zyć. Oznajmilam mamie i znajomym, żę zostaje wegetarianką. Oczywiście nikt we mi nie wierzył. Niektórzy nawet chcieli sie zakładać " no jak myślisz, ile ona wytrzyma? 2 tygodnie?" "ja daje tydzien" ;/ minęły co prawda dopiero dwa miesiące, ale wiem, że nie sięgne juz po mięso, bo ani przez chwile nie czułam takiej potrzeby i nie sądzę, żebym kiedykolwiek poczuła...
Co do przekonywania innych do wegetarianzmu, to na poczatku próbowałam złapać ludzi na wrażliwość, np. dawałam na status na gg różne cytaty o wegetarianizmie, ale potem zauważyłam, że ludzie zamiast brać sobie to do serca-smieją sie z tego. Dlatego teraz już wiem, że przekonywanie ludzi w jakikolwiek sposób nie ma najmniejszego sensu...sami musza wreszcie na to wpaść. Gratuluje tym, którzy dotrwali do końca tego postu :P:P:P
[edytowane 6/4/2006 od Aga15]
Praca
Proszę Zaloguj Się lub Rejestracja






