Witam,
Od dzieciństwa zwierzęta są bardzo ważne dla mnie jako istoty czujace, i odkąd pamiętam poświęcam wiele swoich działań dla działań na rzecz zwierząt, wszystkich zwierząt.
Naturalną sprawą oczywiście w tym kontekście stało się, to że w pewnym momencie zacząłem myśleć o wegetarianizmie. Bo oczywiście jak pomagam psu, kotu, koniowi to dlaczego mam jeść krowę, świnkę... to oczywiste, że to się jakoś kłóci.
Więc zacząłam już jako nastolatek wykluczać ze swojego jadłospisu mięso najpierw wieprzowe i wołowe potem również drobiowe, teraz zdarza mi się jeść jedynie ryby, skorupiaki, owoce morza, nabiał z rzeczy zwierzęcych. Z tym, ze nabiał tylko i wyłącznie z wiadomego pochodzenia od znajomych którzy hodują kury naturalnie na podwórku, kozy i sami wyrabiają sery...
Jednak większość mojego jadłospisu stanowią produkty pochodzenia roślinnego i dobrze mi z tym, człowiek jako istota wszystkożerna ma bardzo duży wybór w komponowaniu swojej diety i doskonale radzi sobie również na diecie 100% wegańskiej w miarę rozsądnie skomponowanej to wiadomo.
No ale problem mam inny: co z kotami i psami?
Zwierzętami jednak z natury bardziej mięsozernymi, które zyją z nami ludźmi. I my ludzie jesteśmy za nie odpowiedzialni.
Tak wiem, można karmic kota wegańsko, mam takich znajomych co mają jednego, dwa koty czy psa/psy sami są wege i ich zwierzęta są wege i twierdzą, że wszystko jest ok.
Ja mam tu duże wątpliwości.
Szacunek do zwierzęcia to również szacunek dla jego natury! Daj mi przykład jakiegokolwiek kotwatego, który nie poluje w naturze, który w naturze nie je mięsa...
Prosze bardzo, ja postawię psom i kotom miski do wyboru z karmą wegańską i z mięsem. Zgadnijcie co wybiorą? Czy mam prawo nie uszanowac ich wyboru....
Wychowałem się na wsi. Traktowanie psów było tam na ogół masakryczne. Kiedyś, miałem wtedy 12lat, pojechałem do wujka, zobaczyłem, że pies ma w misce jakieś zlewki typu fusy od herbaty, pomidory i resztki z obidu głównie kartofle, tłumaczyłem wujkowi, z eto nie jest odpowiednia dieta dla psa, oczywiście wujek miał moje mądrości gdzieś. Potem dowiedziałem się, że
[wcięło mi kawał tekstu więc dokończę w następnym poście]
dowiedziałem się, że pies zaczął (mimo że był na łańcuchu) polować na kury i je zjadać i wujek go za to powiesił, nigdy juz do skur**ela nie pojechałem.
Ale u nas w obejściu było niewiele lepiej, psy przynajmniej nie na łańcuchać ale jadły głównie chleb, kartofle, śrutę z wodą.
Jeden pies wyspecjalizował sie z wykradaniu jaj z kurnika, sprzatałem po nim skorupki aby nikt się nie dowiedział, inna sunia czasem capnęła kurczaka, też zacierałem ślady.
Jako 8-9 letni chłopak polowałem na łąkach i polach na kuropatwy i bażanty aby dostarczyć mięso dla psów i kotów. Ptaków tez było mi żal ale psów bardziej.
Teraz mam prawie 30 lat i udało mi się stworzyć coś w rodzaju azylu dla bezdomnych psów i kotów. Mimo wielu adopcji ciągle mam pod opieką kilkadziesiąt zwierząt.
I niestety dla nich muszę uczestniczyć w całym tym miesnym przemysle, który dla mnie jest nie do przyjęcia. Boli mnie to ale nie mam innego wyjścia.
Wszystkie karmy gotowe wiadomo bazują na produktach pochodzenia zwierzęcego tych najtańszych czyli raczej z chowu przemysłowego. Oczywiście mam sponsorów i darowizny ale to są głównie popularne karmy, których produkcja na pewno nie ma wiele wspólnego z etyką. Kupuję też podroby, mięso głównie drobiowe, ze względów ekonomicznych (utrzymanie tylu zwierzat to kilka tys. miesięcznie) najtańsze czyli z chowu przemysłowego a jak wiemy przemysł drobiarski jest wyjątkowo bezduszny.
Akceptuję to, że psy i koty powinny jeść mięso, ale chciałbym aby to było przynajmniej mięso zwierząt, które swoje życie pzreżyły jakoś normalnie a nie w fabrykach do produkcji mięsa , ale na razie to raczej nierealne...
Po co właściwie zakładam ten wątek?
Bo mam mnóstwo znajomych wege, którzy są bardzo dumni z tego, że nawet jajka czy sera nie tkną bo to jest wykorzystywanie zwierząt.
Nie mają na głowie nic innego jak tylko zadbać o swoje cztery litery, i z ogromną intensywnością wszędzie na fb, na wszelkie możliwe fora wrzucają mnóstwo haseł typu: zwierzęta istnieją dla siebie samych, itd, itp, wiecie o co chodzi.
Maja dizajnerskie mieszkania i bywają w modnych wege knajpach, organizują coraz to nowe wege spotkania, i wege inicjatywy no i super. Tylko, że tak to każdy by potrafił 'kochać zwierzęta' ale nie ma w ich otoczeniu żadnych zwierząt. To jest jakas paranoja, kochac zwierzęta poprzez wykluczenie ich całkiem ze swojego życia.
A ja mówię to nie jest prawdziwy świat.
Natura jest taka, że jedno zwierzę zjada drugie, człowiek tego nie wymyślił.
Człowiek, całkiem niedawno, zamienił hodowlę na produkcję i urządził holocaust zwierząt.
Nad tym boleję, ale dla moich psów i kotów mam zakrwawione ręce.
Ale, Wy wszystcy wrzucający na portale społecznościowe zdjęcia słodkich świnek i krówek z odpowiednimi podpisami, zastanówcie sie też nad tym, że takie zwierzęta jak krowy czy świnie nie mają racji bytu jeśli odrzucimy całkiem konsumpcję produktów odzwierzęcych. To sa zwierzęta hodowlane nie wolnożyjące, wtedy po prostu musi ich nie być. Bo kto będzie trzymał je jako zwierzęta towarzyszące? No kto?
Znam tylko jedną osobę, która trzyma miniaturową świnkę w mieszkaniu jako swojego pupila.
Mam zamiar sam zacząć hodować kury dla jajek, czy to będzie wykorzystywanie zwierząt? Kury będą miały dobre życie, duże wybiegi, swobode przemieszczania...
Czy jedzenie takich jajek jest ok?
Przepraszam za długi wywód. Zmierzam do tego, że mi bardziej jest bliska idea slow food, powrót do natury, do korzeni niż restrykcyjne bycie wege. Bo ja mogę być wege ale natury kota nie zmienię, a skąd mam mu dostarczyć pokarm?
Powiecie, że żadne zabijanie nie jest usprawiedliwione, ale zwierzeta zabijają inne zwierzęta, a człowiek jest jednym ze zwierząt jednak. Tak stworzyła to natura.
Czym mam karmić psy i koty?
A może psy i koty nie powinny istnieć jako zwierzęta towarzyszące skoro dopominają się mięsa innych zwierząt?
Tylko od ciebie zależy, czym karmisz psa czy kota. Są wegekarmy, był tu kiedyś wątek o tym i choć jest to kontrowersyjna kwestia, to są ludzie, którzy mają zdrowe zwierzaki nie karmione mięsem. Kwestia wyboru, to zależy tylko od ciebie. Jeśli tak nie robisz (obojętnie z jakich powodów) to pretensje możesz mieć tylko do siebie.
Ale, Wy wszystcy wrzucający na portale społecznościowe zdjęcia słodkich świnek i krówek z odpowiednimi podpisami, zastanówcie sie też nad tym, że takie zwierzęta jak krowy czy świnie nie mają racji bytu jeśli odrzucimy całkiem konsumpcję produktów odzwierzęcych. To sa zwierzęta hodowlane nie wolnożyjące, wtedy po prostu musi ich nie być. Bo kto będzie trzymał je jako zwierzęta towarzyszące? No kto?
No ale właśnie o to chodzi, że tych zwierząt powinno nie być, ewentualnie jakiś ułamek procenta pewnie by się uchował. To są gatunki sztuczne, stworzone przez człowieka i bez jego pomocy nigdy by takie nie powstały. Zakładam, że ewolucja doprowadziłaby je do ponownego wkomponowania się w ekosystem, oczywiście w milion razy mniejszej ilości. Albo może i nie.
Zrozumiałe dylematy. W kwestii zwierząt chciałam się jedynie podzielić wiedzą z małej konferencji w kwestii mięsożerności zwierząt, w której uczestniczyło wiele specjalistów w temacie / biologów, zoologów / Koty bezdyskusyjnie są małymi drapieżnikami najlepiej jak mogą sobie same organizować pokarm. Ich wybór będzie instynktowny i tutaj nie ma z czym dyskutować. Pies zaś podobno tak jak świnia, koza i człowiek jest zwierzęciem wszystkożernym i będzie jadł to co nauczy się jeść i do czego się przyzwyczai. Słyszałam o psach „wegetarianach” Mój własny kundel nagle sam zaczął jeść jabłka, zawsze, niezmiennie zaskakując zebranych, gardził wędlinką podtykaną przez „życzliwe” ciotki pod stołem. Może zapach saletry i innych dodatków był dla niego wystarczająco zniechęcający. Ciężko więc będzie z dorosłym psem ze swoimi przyzwyczajeniami. Właściwie to już chyba nie ma sensu. Ale jeśli ktoś przygarnia szczeniaka może nauczyć go jeść inne rzeczy. Moim zdaniem dobrze zbilansowane karmy dla psów w granulatach to raczej niezłe chwyty marketingowe... Psy i tak chorują i zdychają młodo bo człowiek sobie rasy powymyślał i bawił się w stwórcę pozwalając sobie na eksperymenty i mutacje, a tak naprawdę skazując zwierzęta na różne schorzenia stawów, kości i inne nowotwory.
Sama dość wyraźnie pamiętam dziecięcy opór przed jedzeniem mięsa. Coś w mojej małej główce już się buntowało: że tutaj biegam ze zwierzętami u dziadków po podwórku, wyprowadzam króliki do sadu na spacer (nie wiedząc, że będzie z nich później futerko) karmię kurki, głaszczę owieczki, hasam po polach z łańcuchowym Puszkiem, a potem dostaję np. moją Klarę na obiad. I ja tupałam nóżkami i płakałam patrząc na skubanego kurczaka. Ale „wytłumaczono” mi, że muszę jeść bo to dla mojego zdrowia i inaczej nie urosnę... trudno mi się pewnie było postawić całemu gronu dorosłych, które jednym chórem śpiewało. Ale to wspomnienie wróciło, inni ludzie uwrażliwili, a pole manewru było już znacznie większe. Myślę, że przyzwyczajone do czegoś zwierzę nie ma jednak takich możliwości. Jego psychika to jednak nieco inna technologia. Raz wgrana piosenka trudna jest jednak do nadpisania nowymi treściami.
Reasumując: ortodoksja zawsze wydawała mi się stanowiskiem nieidealnym i przejawem ograniczonego myślenia. Zbyt to wszystko złożone. Pozostaje nam mieć zawsze włączoną refleksję, chęć zmiany i rozsądek w pogotowiu
PS. Kolek. A może ty zamiast tych kur hodować to byś zajął się uprawą pasternaku lub brukwi 😉 teraz te warzywa powracają do łask, a w mieście trudno je kupić. Brukiew jest właściwie nieosiągalna. Albo np. quinoa czyli komosa ryżowa. To dobra kasza. Rzadko ją jem bo jest droga i dostępna tylko z importu, co wydaje mi się jednak gdzieś tam nieekologiczne. Polska quinoa – to by było coś:) pozdrawiam
Tylko od ciebie zależy, czym karmisz psa czy kota. Są wegekarmy, był tu kiedyś wątek o tym i choć jest to kontrowersyjna kwestia, to są ludzie, którzy mają zdrowe zwierzaki nie karmione mięsem. [b] Kwestia wyboru, to zależy tylko od ciebie. Jeśli tak nie robisz (obojętnie z jakich powodów) to pretensje możesz mieć tylko do siebie.[/b]
No właśnie nie wydaje mi się to takie proste.
Po pierwsze mówimy o kilkudziesięciu kotach, to są duże koszty, z tego co wiem wegekarmy są raczej drogie - nie wiem może się mylę, macie jakies linki gdzie to się kmupuje i ile to kosztuje?.
Realny dla mnie koszt suchej karmy nie może przekraczać 10zł za 1kg. ( w takich cenach kupuję Purinę, Joserę, Bosch Sanabelle)
Ja prowadzę coś w rodzaju schroniska. Ratuję koty chore, w potrzebie.
O puszczeniu ich aby same zdobywały pokarm nie ma mowy z powodów organizacyjnych.
Muszę te zwierzeta karmić jednocześnie jaknajtaniej i jaknajbardziej wartościowo.
Wiem z własnych obserwacji, że koty na mięsie funkcjonuja najlepiej, wystarcza im niewiele, natomiast gotowych karm tych tanich typu whiskas, kitkat (które nota bene są prawie wegetariańskie - zawierają około 4% produktów zwierzęcych) koty jedzą dużo, robią dużo kup a ich kondycja jest gorsza niż na mięsie.
Uważam też za złe pozbawiania drapieżnika jego naturalnego pokarmu, nie mam chyba takiego prawa aby za kota decydować, widzę jak rzucają się na mięso, widocznie jest im potrzebne. Chcę kotom dawać mięso tylko, że nie chcę brać udziału w przemysle produkcji mięsa. Mięso z hodowli takich ekologicznych czy slow food jest bardzo trudno dostępne i drogie - więc dla schroniska też nierealne.
Miałem nawet pomysł, wychodować samemu świnki dla kotów, ale pomijając to, że chcąć takim swinkom zapewnić jakieś w miarę komfortowe życie to cena 1kg tego wychodowanego mięsa wyjdzie jakaś kosmiczna, biorąć pod uwagę czas, koszty paszy, robotę przy tym. A poza tym obawiam się, ze jakbym taką swinkę hodował osobiście to bym jej nie dał do zabicia, bo bym się przywiązał do niej...
A może my ludzie nie powinniśmy trzymac takich zwierząt jak koty?
Ja robie wszsytko aby było ich mniej - kampania na temat sterylizacji i kastracji kotów i psów. Nie rozmnażam żadnych zwierzat. Ratuję tylko te co sa już na świecie.
Pies macie rację, jest bardziej wszystkożerny, karmię psy z dużym dodatkiem kasz różnych, warzyw i im służy, koty nie chcą jeść kaszy nawet z niedużym dodatkiem mięsa.
[b]Kolek[/b] ja Ciebie rozumiem... Wiem z jakimi problemami borykają się azyle, tutaj liczy się każdy grosz, pieniędzy wiecznie jest za mało a zwierząt za dużo. Jak kupisz wegańską karmę to pomożesz mniejszej ilości kotów, gorzej! Niewysterylizowane powołają na świat kolejne nieszczęścia. A przecież nie zostawisz ich w potrzebie, nie przejdziesz obok nich obojętnie kiedy ktoś inny je skrzywdził. Wszystkie zwierzęta są przez ludzi poszkodowane i te domowe i hodowlane i dziko żyjące, wszystkie. Jak pierwszy raz wychodziłam ze schroniska bolało mnie serce i nie mogłam spać. Ludzie są okrutni.
Pytanie brzmi co to zmieni jak kupisz wegańską karmę? Wydaje mi się, że niewiele, właściwie to nic. Karmy dla zwierząt to odpadki tak na prawdę, szczególnie te tanie. Ale to tylko moje subiektywne zdanie. Zapewne "wegańscy ultrasi" nazwą to szowinizmem gatunkowym i hipokryzją 😉
Kolek robisz coś dobrego, nie zmieniaj się. Czasami trzeba wybrać mniejsze zło. Jak kupisz mniej karmy, pomożesz mniejszej ilości kotów a zwierzętom hodowlanym nie przywrócisz życia. Nie kupujesz tej karmy dla własnej zachcianki kulinarnej, nie trzymasz tych kotów dla zabawy...
Nikt z nas nie jest ani czarny ani biały, raczej oscylujemy w odcieniach szarości.
[edytowane 26/12/2012 przez Bellis_perennis]
Bellis, ja się z Tobą zgadzam w 100%.
Poza tym, jeśli chodzi o koty, to chyba nie mamy aż takiego wyboru co do karmy, bo one potrzebują jakiegoś aminokwasu, który rzeczywiście występuje tylko w mięsie?
Kolek, Ty pomagasz zwierzętom i nie przejmuj się krytykantami. A jeśli chodzi o psy, to mój dla przykładu jest wybitnie wszystkożerny, a że do tego jest też żebrającą hieną, efekt jest niesamowity 😀 Ostatnio robiła wielkie oczy do mamy jedzącej sałatkę grecką 😀
A czy nie można by podawać kotu tauryny jako suplement?
Poza tym, jeśli chodzi o koty, to chyba nie mamy aż takiego wyboru co do karmy, bo one potrzebują jakiegoś aminokwasu, który rzeczywiście występuje tylko w mięsie?
Nie ma takiego aminokwasu, a te, które są w karmach nie pochodzą z mięsa 😀
Najśmieszniejsze właśnie jest to, że suplementy (zarówno dla ludzi, jak i zwierząt) aminokwasów nigdy nie pochodzą z mięsa (chyba, że coś pominąłem, ale byłby to jakiś przypadek na niewielką skalę).
eRZet nie masz racji, koty potrzebują tauryny która występuje tylko w mięsie. Jedyną opcją jest suplementacją syntetycznym aminokwasem ale spójrzmy prawdzie w oczy...schronisk na to nie stać.
eRZet nie masz racji, koty potrzebują tauryny która występuje tylko w mięsie. Jedyną opcją jest suplementacją syntetycznym aminokwasem ale spójrzmy prawdzie w oczy...schronisk na to nie stać.
Podobno nie tylko w mięsie, podobno także w soczewicy, grochu
Jeśli tak, to nie byłoby przeszkód, by zwierzęta domowe karmić roślinnie, ewentualnie ich dietę wzbogacać suplami tauryny, wit.b12, wit.D, no i pozwalać im się wybiegać, oraz zjeść upolowane jeśli taka ich natura.
swoja droga wlasnie podczas świąt słyszlam opowieśc znajomej, która miala kiedys kota uwielbiającego warzywa, w tym ogórki zielone z ogródka.
[b]an[/b] a w jakiej ilości jest ta tauryna? Bo samo to, że jest mi osobiście nie wystarcza. Zostaje jeszcze kwestia np pH... Kot jednak jest typowym mięsożercą a nie wszystkożercą jak pies. Zbyt duża ilość węglowodanów może mu zaszkodzić. A alergie pokarmowe? Kukurydza której jest bardzo dużo w karmach wegańskich dla kotów jest bardzo alergogenna.
I pamiętaj, że mówimy o schronisku. Kasa, kasa. To nie jest takie proste.
A skoro już mowa o zwierzęcych upodobaniach to mój pies ostatnio dobrał się do pół surowej, przypalonej soi którą wyciągnął ze śmietnika. Kocha też ogórki kiszone, jabłka, porzeczki i wiele wiele innych 😉
[edytowane 27/12/2012 przez Bellis_perennis]
hehe, moja przepada za resztkami ze śmietnika 😀 najbardziej za obierkami od ziemniaków i skorupkami z jajek 😀





