prezentację mam i ją wkuwam na pamięć, bo mówić nie potrafię. mogę napisać książkę pięknym językiem, ale jak mam coś powiedzieć przed ludźmi to jest masakra. ;p
ale dzisiaj uznałam, że skoro zdałam na prawo jazdy za pierwszym razem (a to był stres ogromny) to z głupim polskim też sobie poradzę. ;D po polskim jeszcze tylko chemia i ustny angielski i... wakacje! 😀
powodzenia wszystkim! 😉
'i think therefore i am vegetarian' ;D
Spokojnie, zdacie wszyscy. Trzymam za Was kciuki. 🙂
mówić nie potrafię. mogę napisać książkę pięknym językiem, ale jak mam coś powiedzieć przed ludźmi to jest masakra. ;p
Skąd ja to znam...
Ja tak nie mam (i cale szczescie)...
Wole wszystko mowic swoimi slowami niz tymi co jakis mondrala powiedzial...
http://www.gajusz.org.pl/jedenprocent
Prześladuje mnie chroniczny pech :exclam:
Najpierw niezdanie wyjściówki przez to, że zabrakło mi 0,25pkt, potem komisyjne wyjście z ćwiczeń bo prowadzący nie chciał mnie dopytać. Przez to, że facet jest roztrzepany pomylił formę zaliczenia, byłam przygotowana na coś innego, nie zdałam skończyło się to warunkiem.
Warunek pierwsze koło z całości jest jutro. Normalnie czas zaliczenia to 2h, nam dano tylko 1h!!!! Mamy zaliczać na kompach chyba z średniowiecza, non stop się wieszają, napisanie z 1h to jakiś absurd, abstrakcja! Prowadzący zgodził się na to abyśmy przynieśli własne laptopy. Na mój nie da się wgrać tego choler**** programu statystycznego więc poprosiłam kumpelę aby mi pożyczyła swój laptop, ładnie zainstalowałam SAS, zrestartowałam u niej, wszystko ślicznie, wracam do domu....... I NIE MOGE GO WŁĄCZYĆ :exclam: mnie jest chyba dane nie zdac tego znowu..... A najgorsze jest to, że umiem 🙁 i lubię statystykę 🙁
I pewnie przyjdzie mi tez kupować jej nowy komp......................
I NIE MOGE SIĘ STĄD WYLOGOWAĆ :exclam:
[edytowane 13/5/2010 przez Bellis_perennis]
Okropnie się czuję. Kompletnie nie radzę sobie z emocjami. Próbuję się czymś zająć , ale i tak kończy się na tym, że wpatruję się w sufit albo w tzw. dal i próbuję powstrzymać łzy, które napływają mi do oczu. Rozmowa z kimkolwiek kończy się na tym, że nie potrafię, chyba głównie ze strachu, powiedzieć o co chodzi. I w rezultacie coraz bardziej mi to doskwiera. Mam dość kompletnie wszystkiego. Najchętniej zasnęłabym i obudziła się w poukładanym, spokojnym świecie, w którym każdy dzień jest lepszy od poprzedniego , a nie tak jak u mnie-zupełnie odwrotnie. Wiem, że użalanie się nad sobą nie jest żadnym rozwiązaniem, ale nie mam z kim szczerze porozmawiać, więc może chociaż tutaj wyrzucę z siebie część tego co mnie tak tłamsi.
Ilekroć zwalczałem pokusę było to piękne, ale kiedy pokusie ulegałem, było po stokroć piękniejsze
Nie chcę się bawić w panią psycholog, ani jakiegoś specjalistę, ale myślę, że czasami należy dać sobie właśnie czas na takie 'nicnierobienie', na nieradzenie sobie z tym, co nas otacza. I łez czasami nie należy powstrzymywać, tylko się wypłakać, plakać jak małe dziecko, które sobie stłucze kolano.
Nie wiem, droga hipisko czy są jakieś powody tej melancholii, czy coś się wydarzyło w Twoim życiu, czy to jest coś bardziej spontanicznego, co przecież się zdarza, ale pamiętaj, że takie chwile też są w życiu potrzebne, trochę oczyszczają z tej całej codziennej frustracji i zgorszenia otaczającą nas rzeczywistością.
Co do użalania się nad sobą - nie jest do rozwiązaniem, ale czasem trzeba. Tylko pamiętaj, że nie należy za bardzo się w to bagno zagłębiać. Trzeba to skończyć, kiedy przyjdzie na to czas, kiedy stwierdzisz, że masz nowe siły na pokonywanie nowo-starych przeszkód.
Nie chcę się wymądrzać, chcę tylko powiedzieć, że znam doskonale Twoją sytuację z autopsji, kiedy stan nieogarniania jest tak wielki, że nie masz siły wstać z łóżka.
Wspieram Cię, jak tylko mogę. Trzymaj się ciepło!
post ten wyraża opinię użytkownika w dniu dzisiejszym i nie może być użyty przeciwko niemu w dniu jutrzejszym ani żadnym innym.
😡 Pomijając problemy z wysłaniem wiadomości na priva, napisałam pół godziny temu długaśnego maila do przyjaciela, a kiedy chciałam go wysłać...onet odmówił współpracy. Pewnie przez pogodę- Kraków pod wodą, strach z domu wychodzić, brrr!! Lubię deszcz i zimno, ale to już przesada!
Pomijając problemy z wysłaniem wiadomości na priva, napisałam pół godziny temu długaśnego maila do przyjaciela, a kiedy chciałam go wysłać...onet odmówił współpracy. Pewnie przez pogodę- Kraków pod wodą, strach z domu wychodzić, brrr!! Lubię deszcz i zimno, ale to już przesada!
Dziś szykujemy się na powódź
Wspolczuje...Wiem jakie to jest straszne, bo dwa dni temu jechalem do Nowego Sacza i po drodze widzialem zalany dom i rwace rzeki jak opentane...
A tak juz wygladal stadion na ktorym bylem dzien po meczu:o
http://demotywatory.pl/1601512/Pech
http://www.gajusz.org.pl/jedenprocent
jakaś polska modelka... zrobiła sobie sesje w roli rzeźnika...
masakra...dosłownie..
nie wiem czemu to ma służyć..prawie anorektyczka ćwiartuje królika..
ja wiem ze jest moda na szokowanie ale to już jest obrzydzanie...
Tak jak juz gdzieś pisałam...za nie długo gównem sie będą smarować bo wszystko inne już było....
Inna zaś niedawno paradowała na golasa zasłaniając sie krzyżem niby w obronie zwierząt...
Madonna tez nie raz zbezcześciła krzyż ... to jest przykre.
pomarudzone.. 😮
____________________
powódź tez mnie dołuje...
myśmy mieli lekko zalana piwnice
ale to jest pikuś w porównaniu z tym koszmarem który inni przechodzą.
smutne..
[edytowane 19/5/2010 przez n.i.x]
omnia vincit amor!!
Praca
Proszę Zaloguj Się lub Rejestracja






