"Kryzysy gospodarcze, czyli okresowe zwolnienia aktywności gospodarczej, są zjawiskiem odwiecznym. Niegdyś o ich rytmie decydowały przede wszystkim czynniki zewnętrzne w stosunku do gospodarki: zjawiska naturalne, jak klęska żywiołowa, epidemia czy nieurodzaj, lub przyczyny po lityczne, jak wojna. Z rozwojem gospodarki rynkowej na przebieg koniunktury coraz mniej wpływały zjawiska naturalne, wzrosło natomiast znaczenie czynników ekonomicznych(...)
W XVII i XVIII wieku przez Europę przeszły pierwsze duże kryzysy finansowe, będące rezultatem poprzedzających je okresów spekulacji. W XIX wieku wraz z uprzemysłowieniem ukształtował się mechanizm regularnego, trwającego 10-12 lat cyklu koniunkturalnego, obejmującego nie tylko finanse, ale również poszczególne gałęzie produkcji. Ten podstawowy cykl, opisany po raz pierwszy w 1862 roku przez francuskiego ekonomistę Clementa Juglara, nosi jego imię(...) kryzysy wynikające z klęsk elementarnych (np. czarna śmierć), paniki finansowe z epoki przedindustrialnej, klasyczne kryzysy nadprodukcji w XIX wieku, kryzysy postabilizacyjne w latach dwudziestych, Wielki Kryzys lat trzydziestych, który stanowi jakość samą w sobie, kryzysy połączone z inflacją w latach siedem dziesiątych, kryzys zadłużeniowy w latach osiemdziesiątych czy kryzysy walutowe następnej dekady."
W. Morawski, "Kronika kryzysów gospodarczych"
Macie rację co do "efektu domina" i "samospełniającej się przepowiedni" tylko co mi po tym, że powiem, iż ludzie są głupi, powinni robić to i tamto. Ja ten ich strach, powstrzymywanie się przed wydawaniem pieniędzy, odczuwam na własnej skórze. Zresztą idzie ku lepszemu. Nie chce mi się juz pisać i mówić o tym głupim kryzysie.
Nie jestem ekonomistą i mam mocno nieufne wyobrażenie o mechanizmach rządzących współczesną gospodarką. Wzrost gospodarczy, potencjalna szansa na lepsze jutro, opiera się na zasadzie, która może być w pewnej mierze oszustwem. Przykładowo, gdy instytucje finansowe (we własnym, chwilowym interesie) pozwalają obywatelom wydawać sporo więcej niż zarabiają, to napędzają w ten sposób sztucznie i szkodliwie koniunkturę. A politycy pozostają najczęściej zaledwie biernymi obserwatorami. Teoretycznie przez pewien czas wszystko jest "w porządku", ale potem... To tylko uproszczony przykład, który pokazuje brak rzeczywistych, systemowych rozwiązań tego i innych, podobnych dylematów. Państwa rozmaicie starają się walczyć z potencjalnymi i rzeczywistymi kryzysami. Wspomniany wcześniej przykład koreański jest wyjątkiem i ma swoją wyraźną specyfikę. Choć nawet i tam dostrzegalne są tendencje negatywne w gospodarce. Ale naszą sytuację możemy raczej porównywać z Węgrami niż z państwami azjatyckimi...
To co piszę nie jest głosem człowieka, który właśnie traci pracę. Przeciwnie, póki co, "zyskuję" na obecnej sytuacji. Pracuje od dłuższego czasu poza granicami Polski, w firmie która w takich chwilach jak ta zazwyczaj jeszcze zwiększa obroty. Paradoksalnie, właśnie teraz, jestem bardzo blisko spełnienia celów, których osiągnięcie zajęło mi sporo czasu. Mimo tego chciałbym, aby rzeczywistość w której żyjemy oferowała nam więcej możliwości, bo leży to w naszym wspólnym interesie. Abyśmy potrafili tworzyć taką rzeczywistość...
Podoba mi się "Abyśmy potrafili tworzyć taką rzeczywistość...".
I własnie cały problem polega na tym, że ludzie nie chcą tego robić - a mogą. Nie chcą z wielu przyczyn, może z głupoty, może z lenistwa, może z braku dojrzałości, ale chyba najczęściej dla tego że nie zaczynają od siebie w swym poszukiwaniu przyczyn. Jak widać np. potrafią napisać prawie dokładnie to samo co ja parę stron wcześniej i jednocześnie zaprzeczyć temu pisząć że nie mam racji. Nie wiem czy to tylko nasze takie narodowe narzekactwo na wszystko, ale jak gdzieś jest problem to zawsze czyjaś wina i to tamci nie mają racji, zawsze to wina kryzysu, powodzi a jak nie ma czegoś sensownego to trzeba sobie wymyślec chochliki i demony, żeby bylo tylko na kogo zwalić. Umiejętność tworzenia własnej rzeczywistości to umiejętność spojrzenia na siebie - a to bardzo niepopularna czynność niestety 🙂
ależ jestem głupia! Przecież jest on z pewnością tylko projekcją mojego umysłu,
On jest projekcją swojego umysłu.
Równiez jak wyżej napisano - tak i ja mam nieufne wyobrażenia o mechanizmach gospodarczych. Zaden trzeźwo myślący człowiek nie ma chyba co do tego wątpliwości. Żyjemy w o wiele lepszym świecie niż kiedykolwiek wczesniej, ale wciąż jest wiele rzeczy które trzeba naprawić. Pozostaje nam nie uzależniać się od mechanizmów ktore jak widać są strasznie kruche. Dziś oglądałem ten film "Dzień w którym zatrzymała się ziemia", taka tam głupota, ale mniejsza o to - jak przylecieli kosmici to co pierwsze się stało ? Oczywiście załamała się giełda (bo jakby inaczej). Myślę, że jakby jakiś prezydent włożył sukienkę było by to samo. Odczytano by to jako niestabilność państwa, giełda by spadła na pysk, ktoś by stracił pare mln zielonych, wyskoczył przez okno, z 300 000 ludzi by straciło pracę... I tyle przez to ? Jeżeli ludzie będą się uzalezniac od giełd, Forexów, kursów walut itd. to jasne, że byle puszczony bąk swoim smrodem sprawi że nie sprzeda tych swoich swoich maszyn rolniczych...
piszecie o mechanizmach gospodarczych,spekulacjach ,samo nakręcającej się panice.
a ja widzę że nie mam pracy, (ostatnio rozmawiałam z panią pracującą w moim urzędzie pracy która widzi wielką różnicę w ilości ofert),że mój brat ma mniej klientów w swojej firmie, i że mój ojciec właśnie został zwolniony.
tak więc cokolwiek by na ten temat napisać ,to kryzys który czuje na własnej skórze!
ci co tego nie widzą ani nie odczuwają mają wielkie szczęście 😉
chciałabym tak jak wy nie widzieć tej różnice...
gdyby zwierze zabiło z premedytacją, byłby to ludzki odruch.
Trochę ot, ale nie mogę się powstrzymać. Moje emigracyjne wnioski nie są jednak aż tak surowe dla Polaków (w porównaniu do..) choć rozumiem tru Twoje racje. Te cechy o których wspomniałeś to dla mnie przede wszystkim część naszej ogólnoludzkiej natury. Potrzeby, skłonności do tego by ktoś był winny zbyt trudnej rzeczywistości (oczywiście "on", bo przecież nie ja - obwinianie siebie nie wpływa zbyt dobrze na naszą psychikę). W każdym społeczeństwie tak jest, wystarczy choćby wziąć do ręki jakikolwiek tabloid. Uproszczona rzeczywistość w której zamiast znanych z przeszłości Żydów, komunistów/ imperialistów pojawia się nowe zagrożenie - przede wszystkim obcokrajowiec zabierający pracę, kradnący, gwałcący, żebrający. Do tego wszystkiego, jak każdy naród, mamy swoje historyczne doświadczenia, które najczęściej nie ułatwiają nam funkcjonowania w coraz bardziej zglobalizowanym, wielokulturowym świecie.
A teraz do rzeczy. Zgadzam się, że możemy zmienić bardzo wiele. Więcej niż nam się wydaje. W tych prostych zdaniach mieści się chyba najwięcej nadziei na przyszłość (mocno naiwnej). Bo nie umiem wyobrazić sobie przeprowadzenia oddolnych zmian w niemal całkowicie zatomizowanym społeczeństwie. Gdzie kapitał (używając tego nieco zapomnianego pojęcia) może w mgnieniu oka przenieść większość swych interesów na drugi koniec świata. Najwięksi beneficjenci obecnego porządku nie są oczywiście zainteresowani zmianami, a narodowe rządy nie mają takiej siły, by ich dokonać (zresztą tak naprawdę nie bywają tym póki co, zainteresowane). Ale naprędce parafrazując klasyków "są (będą jeszcze) rzeczy na tym świecie o których nawet filozofom się nie śniło".
P. S. Jazz, nie jestem tylko "teoretykiem" ds. kryzysu. Pamiętam takie sytuacje z dzieciństwa, kiedy rodzice przez naprawdę dłuuugi czas nie mieli pracy... Więc widzę różnicę między dawną bezsilnością, a dzisiejszym (chwilowym?) spokojem. I wiem że niełatwo w takich sytuacjach o pocieszenie. Mimo wszystko trzymaj się...
[edytowane 11/2/2009 od heyst]
[edytowane 11/2/2009 od heyst]
Nie dyskutowałam na temat przyczyn kryzysu, faktycznego, czy jak ktoś chce wyobrażonego, pisałam o skutkach tego, co wszyscy nazywają światowym kryzysem. Jedni je odczuwają, innym on sprzyja. Kiedy produkuje się także na eksport, to byle mucha w Ameryce, w okresie Zwanym Światowym Kryzysem, wpływa na to czy mamy więcej, czy mniej pracy. Może i trochę ponarzekałam, ale poza niewesołymi zmianami, widzę też determinację ludzi wokół mnie, którzy się nie poddają, działają wbrew przeciwnościom i to przynosi efekt. Zdenerwowało mnie tylko wmawianie, że to co obserwuję (nie człowiek narzekający i obwiniający kogokolwiek, lecz autentycznie zwolniony z pracy) to tylko moje wymysły. Zrobiliście podział na ciamajdy, osaczone przez własny pesymizm i omamione medialnymi bredniami oraz na widzących prawdę ludzi sukcesu. Z całym szacunkiem, ale to zbyt prosty ogląd rzeczywistości.
Zrobiliście podział na ciamajdy, osaczone przez własny pesymizm i omamione medialnymi bredniami oraz na widzących prawdę ludzi sukcesu. Z całym szacunkiem, ale to zbyt prosty ogląd rzeczywistości.
Ja tego podziału nie robię, co więcej, zgadzam się, że to "zbyt prosty ogląd rzeczywistości". Jeśli ktoś mówi, że wszystko zależy od nastawienia i tego, czy się ogląda tv, to chyba tylko dlatego, że jeszcze go te zmiany w świecie bezpośrednio nie dotknęły. I to jest szczerze mówiąc krzywdzące - napadać na ludzi, bo mają problemy z pracą itp., wmawiać im, że sami sobie są winni albo wręcz leniwi.
http://szydelkoikoraliki.blogspot.com
I ja nie twierdzę że kryzysu w światowej gospodarce nie ma. I daleki jestem od tworzenia podziału na ciamajdy i ludzi sukcesu. Zbyt dobrze pamiętam swoje nieśmiałe początki na rynku pracy. Zresztą i dziś, mimo tego że nie mam powodów do narzekań, raczej daleko mi do bycia "człowiekiem sukcesu". Rozmawiając z bliskimi domyślam się też jak wygląda to z polskiej perspektywy. A wypowiedzi moich rodziców o sytuacji w kraju przypominają mi kwestie znane dotąd tylko z filmu pt. "300 mil do nieba". Lekko dramatyzując i w skrócie: "Nie masz po co wracać tutaj".
Staram się dostrzegać dramaty innych ludzi i rozumieć ogrom emocji. Przepraszam jeśli kogoś uraziłem swoimi opiniami. Jeśli to co pisałem było zbyt bezduszne to tylko dlatego, że wszelakie możliwe sposoby rozwiązana kryzysu i wnioski jakie z niego wyciągniemy wydają mi się niezwykle istotne. Mimo wszystko dobranoc.
Myśle, że to do mnie było nie do Ciebie Heyst. To co napisałeś było bardzo interesujące.
Daleki jestem od podziałów na czarne i białe. To zbyt oczywiste uproszczenia aby wogóle się w takich kategoriach poruszać. Ale to własnie mi jest przykro że ludzie tracą pracę, bo mogło by tak nie być. Zgodziliście się w większości z teorią "samospełniającej się przepowiedni", gdy tymczasem podsycacie tego wirusa swoimi publicznymi lamentami. Zgadzacie się jednocześnie że to sztuczny kryzys ale nie jest on już sztuczny bo zgodziliście się na to ze mimo iz jest sztuczny to jest. Brzmi głupio ? No bo własnie taki jest. Nie widać że to paradosk pijaka z Małego Księcia, który pije żeby zapomniec że pije ? Jakby komuś tak naprawdę było szkoda tych osób które straciły prace to by starały się im jakoś pomóc. A można to zrobić naprzykład poprzez absencję w tym poronionym pochodzie. Tym narzekaniem własni ezwolniliscie kilka następnych osób. To jest tak głupie jak robić demonstrację przeciwko demonstracjom.
[edytowane 11/2/2009 przez tru]
O kryzysie mowi sie nie tylko w mediach,gielda swiatowa spada ale w wiekszosci przypadkow spostrzega sie ten gospodarczy kryzys w zyciu realnym na codzien...szczegolnie gdy w gronie znajomych dochodza informacje o zwolnienach z pracy lub o wprowadzaniu zmniejszenia produkcji glownie w branzy samochodowej,firm dostawczych czesci,huty itd Mowi sie o kryzysie swiatowym,ale nie dotyczy on wszystkich ludzi w az tak bardzo bezposredni sposob,ale z czasem napedza bledne kolo i tak np wielu ludzi jest zmuszona zrezygnowac z luksusowego wypoczynku za granica-co oznacza mniejsze obroty dla agencji turystycznych.Jesli komus sie dobrze powodzi,to pewnie postrzega ten caly kryzys jako zbyt "wyolbrzymialy",ale gdy odczuje sie we wlasnym zyciu,ze nagle zostanie sie bezrobotnym i ma sie nikle szanse na nastepna prace-to zupelnie co innego 😉
Ja jestem ze Szczecina i szczerze mówiąc tutaj kryzys nie jest jakoś szczególnie dostrzegalny. W mojej pracy nie ma zwolnień, jest tak samo jak zawsze. Ostatnio jednak byłam u mojego taty w Irlandi. Tam to jest masakra. Zwalniają wszystkich za byle co, a w najlepszym przypadku ucinają godziny pracy i z 40 robią 10. Mojego kolege ostatnio zwolnili za to, że przyszedł do pracy nieogolony( a miał zaledwie dwudniowy zarost), gdzie nigdy nikt się o to nie czepiał. No cóż, zobaczymy co się narodzi z tego naszego kryzysu.
Czerpię nieopisaną radość z czerpania radości z życia 🙂
Praca
Proszę Zaloguj Się lub Rejestracja






