ja mam bierzmowanie w tym roku ide bo z moimi starszymi nie bylo tak latwo... pomecze sie do czerwca i potem bede mial spokoj. moze w 2ej klasie starzy zwolnia mnie z religii?? (nadzieja matka glupich ;/)] a wypisywac tez mi sie nie chce ;]
😀 A na mnie po bierzmowaniu spłynęły autentyczne Dary Ducha Świętego 😀 przejrzałam na oczy i przestałam chodzić do kościółka 🙂 Także sieklik; jest nadzieja i to konkretna 😀 nie ta od głupich :D:D:D:D
Narzekacie na katoland, a sami go tworzycie - swoimi (?) decyzjami. Czy to jest normalne? Ateiści, którzy idą się bierzmować 😀 , bo ktos inny tak chce 😉 . Tutaj naprawdę nie chodzi o to ile macie lat, czy o to, że czyjaś babcia ma jakiś kaprys, tylko o Was. Zacznijcie podejmować samodzielne decyzje już teraz i nie zwalajcie tego na wiek, bo moim zdaniem to zwykły wykręt, albo... tchórzostwo. Fajnie, że przynajmniej w kwestiach żywieniowych nie zadecydował u was wiek, czy kaprys babci (zjedz wnusiu wątróbkę, bo jak nie to babcia umrze 😮 ). Ja nie poszłam do bierzmowania i nic by mnie do tego nie skłoniło (a byłam wówczas najlepszą uczennicą w szkole i mogłam sobie zepsuć reputację). Byłam dumna ze SWOJEJ decyzji. Byłam dumna ze swojej DUCHOWEJ WOLNOŚCI I NIEZALEZNOŚCI OD SYSTEMU. Ale mnie nigdy nie pociągały masy, a jeżeli już to pociaganie mas - ku wyzwoleniu :present:
A nadzieja Siekliku - NADZIEJA TO MATKA MĄDRYCH i oby nikomu z was jej nigdy nie zabrakło, bo jest ona niczym życiodajne źródło. Spójrzcie na budzącą sie właśnie do ŻYCIA przyrodę, na wyzierający spod śniegu kwiatek przebisniegu - to jest prawdziwa moc żywej nadziei. Nadzieja jest niczym ten pierwszy przebisnieg - daje nam kopa i pozwala iść do przodu. Jest niczym paliwo. NIHILIZM to pusty bak, ale zawsze można pchać swoje autko, tylko po co i skoro nie ma dokąd...
Jeżeli naprawdę chcecie zmienić ten świat, zacznijcie od siebie - jesteście zmianą, której pragniecie. Jeżeli nie chcecie katolandu - NIE TWÓRZCIE GO :exclam: Nie róbcie czegoś wbrew sobie, bo ten nawyk łatwo wchodzi w krew i nie czekajcie na jakąś cudowną przemianę w dniu 18-ych urodzin, bo ona może nigdy nie nadejść 🙁 Bądźcie mistrzami życia, a nie marionetkami systemu. Niechaj MOC będzie z wami :exclam:
[edytowane 25/3/2006 od rain]
[edytowane 25/3/2006 od rain]
No właśnie, do komunii to jeszcze szłam "bo rodzice"itd, ale przy bierzmowaniu to juz byłam na tyle świadoma, że za nic w swiecie by mnie nikt nie zmusił. Sprawiać przyjemnosc babci, czy rodzicom...przeciez to oni chcą sobie sprawic przyjemnośc Waszym kosztem, zmuszaja do udziału w imprezie na która nie macie ochoty, do obłudy, do kłamstwa. Dlaczego im na to pozwalacie? Naprawdę nikt nie dostanie zawału tylko dlatego, że ukochana córeczka/synek/wnusia nie pójdzie do kościółka. Zresztą jaki sens ma przyjmowanie sakramentów w których rolę/ skuteczność/ działanie się nie wierzy? Moi Rodzice jak powiedzialam, ze nie będę chodzić na relę i nie pójdę do bierzmowania, oczywiscie robili trochę problemów, ale im przeszło, chyba zrozumieli, że juz nie jestem małym dzieckiem i decyzje dotyczące wiary, religi, sakramentów będę sama podejmować. Nie wyobrażałm sobie, żebym miała przechodzic jeszcze raz to co przy komunii- uczenie sie jakiś regułek, modlitw (pamietam że był taki sprawdzian ze spowiadania się, pingwin siedział w konfesie i trzeba jej było mówic całą formułkę + wymyślone grzechy, no tragedia, ze 3 razy to zdawałam, zawsze się coś poplątało). Dosyć że zmusili mnie do chrztu i komunii, wciskali bzdury o niepokalanym poczęciu i panu z siwa brodą w chmurkach- w pewnym momencie powiedziałam "dość" i to była jedna z najlepszych decyzji w moim życiu!
Mi to bierzmowanie w sumie było w jakiś sposób obojętne (podświadomie przejęłam się tylko tymi Darami Ducha Świętego - no i poskutkowały), nie byłam zbyt świadoma, ludzie idą to ja też idę 😛 Po duchowym odejściu od Kościoła (bo formalnie zapełniam ich statystyki) na prawdę czuję się blisko Boga - nie uwikłana przez żadne rytuały ani instytucje 🙂 Fajnie jest :):):):)
... nikt mnie do bierzmowania nie zmusił, sama nie chciałam sprawiać przykrości rodzinie. to się nie nazywa tchórzostwo. to się nazywa miłość i troska. ...
miłość i troska o co?
Inesko, co rozumiesz przez słowo "miłość"?
ja na pytanie mamo czy moge nie chodzic na religie mialem pieklo w domu przez dwa dni... trudno mi wiec uwierzyc ze na stwierdzenie mamo nie ide do bierzmowania zareaguja inaczej... moze to i tchorzostwo i wygodnictwo ale wole nie miec z rodzicami na pienku dopoki z nimi mieszkam...
"nie uważam abym tak naprawdę miała pełne prawo rządzenia swoim życiem, jeżeli sprawia to komuś przykrość." A często przepraszasz, że żyjesz? Za mąz też wyjdziesz jak ci rodzice każą żeby nie sprawić im przykrości? Zastanów się, czy rodzicom powinno sprawiac przykrość to, że myślisz, dokonujes wyborów/ Nie jesteś dla nich ale oni dla ciebie, to rodzice decyduja sie na dzieci a nie odwrotnie. Czy powinno im sprawiać przyjemnośc że robisz coś wbrew sobie.
"uważam że kościół jest tylko firmą, zbyt upolitycznionym już tworem, zakłamanym i niezdolnym pełnić swej misji", dale," nie zamierzam ani wykrzykiwać tego nikomu w twarz". Więc przyczyniasz się do tego że ten chory twór dalej istnieje, żeby rodzicom nie bylo przykro. Ty sie po prostu boisz, podswiadomie wydaje Ci sie, że wybrałaś gorzej: tymczasem masz takie samo prawo nie iść do kościoła jak ktoś inny- iść; ty szanujesz to prawo, czemu zgadzasz sie żeby rodzice nie szanowali Twojego prawa do decydowana o sobie/ Bo jest więcej takich, dco chodzą? To nie znaczy, że są w czymkolwiek lepsi. Jeśli rodzice każa ci iść do kościoła, to idziesz; a odwrotnie- oni by nie poszli tylko dlatego, że ty ni chciałaś? Rodzice nie przestana Coiebie kochac tylko dlatego, że przestaniesz chodzic do kościoła. Przykro jest im zawsze, gdy dzieci nie zachowuja sie zgodnie z ich oczekiwaniami, ale cóż, takie życie.
"nie kochanie, siostra nie przyjdzie bo ma alergię na kler?" Większości dzieciaków zależy tylko na prezentach komunijnych, a nie na tym kto będzie a kto nie będzie w kościele. Ja nie bylam na pogrzebie babci- nie chodze do kościoła, takie sa moje przekonania i nikt mnie nie zmusi. Komuś jest przykro jak nie przyjdę, a mnie jak ktos mnie namawia i zmusza, więc jesteśmy kwita.
nie będę się tutaj rozwodzić nad definiowaniem pojęć, więc powiem w skrócie, że chodziło mi o troskę o spokój innych i dołożenie wszelkich starań, by nie sprawić nikomu bólu.. podkreślę raz jeszcze - moja negacja sakramentu, który miałam przyjąć jeszcze w podstawówce (!) naprawdę nie spotkałaby się z entuzjastycznym przyjęciem. nie dość że potraktowano by ją jako kaprys, a nie pogląd, względnie objaw mody lub lenistwa, co sprawiłoby z kolei przykrość mnie, to jeszcze doskonale zdaję sobie sprawę, że w rodzinie, w której choć część osób jest wierząca, stanowiłoby to niejako "zdradzenie" pewnych tradycyjnych wartości. ja się nie wiłam z bólu będąc bierzmowaną, co więcej, było mi to w sporej mierze obojętne. skoro mi to nie sprawia przykrości - dlaczego mam ją sprawiać innym? ot tylko by zademonstrować pogląd? by się sprzeciwić i zbuntować?
Po to by byc sobą.
Po to by nie okłamywać, ani siebie ani innych.
czasem trzeba się liczyć z pewnymi uwarunkowaniami. ja nie robię nic wbrew sobie, nikt mnie do niczego nie zmusza. widzę że nie rozumiesz mojego systemu podejmowania decyzji.
a to, że w podstawówce czułam się jednak zależna od rodziny chyba nie jest tak zdecydowanie trudne do zrozumienia?
ależ własnie doskonale jestem sobą w tej chwili. zakłamaniem byłoby unikanie jak ognia czegoś, co jest mi w pewnej mierze obojętne.
Z "troski" o spokój innych usuwasz siebie w cien. Może tego nie widzisz, ele tutaj kłaniaja sie typowe, chrześcijańskie wzorce cierpiętnictwa i bycia ofiarą. W tym co napisałaś widać to jak na dłoni.
Życzę ci z całego serca Inesko uwolnienia sie od tych wzorców, bo życia one wcale nie ułatwiają - taka spoegliwość i wysuwanie rzekomego dobra innych ponad swoje własne.
Pozdrawiam Cię serdecznie 🙂
[edytowane 25/3/2006 od Deva]
JA tylko dodam, że ateizm nie musi iść w parze z antyklerykalizmem. Nikt nie wymaga od ciebie Inezko żebyś łamała krzyże, czy gryzła księży po nogach, ale skoro nie wyznajesz jakiejś religii, a jednocześnie przyjmujesz jej sakramenty to ROBISZ Z SIEBIE CYRK i tak jak już wspomniała Maze oszukujesz siebie i innych. Pewnie się nasmiewasz z moherowych beretów, a potem i tak razem z nimi uczestniczysz w ich obrzędach, siedzisz w jednej ławce kościelnej, idziesz do komuni gęsiego 🙂 Jesteś takim farbowanym "moherowym beretem" Inezko ? 🙂 🙂 Gdybyśmy mogli częściej widzieć siebie z boku....
A ja sie zgadzam z Ineską, jest naprawde wolnym człowiekiem. Nikt nie moze kazać wierzyć ale drugiej strony nikt nie może zabronić uczestniczenia we mszy czy przyjmowania sakramentów. Mi sie wydaje ze to jest prawdziwa wolność.
Ja poszedłem do kumunii żeby dostać rower 😀 ale do bierzmowania już nie bo to chodzenie na jakieś spotkania czy cośtam to już była dla mnie strata czasu. A na religie nie chodze, bo wolę mieć godzinę przerwy miedzy lekcjami, a jak mi sie nudzi to pytam ksiedza czy moge posiedzieć i posłuchać na lekcji.
I nie mam żadnych uprzedzeń typu "moja noga nigdy nie przestąpi progu koscioła". Ostatnio wyjechałem z chórem szkolnym do Częstochowy i spiewaliśmy kościelny repertuar. Nie uważam sie z tego powodu za moherowy beret:D.






