Ja sie nie boje smierci. Boje sie starosci, niedoleznosci i samotnosci. W smierci nie ma nic, czego mozna by sie bac. Jest nieunikniona i jest jedyna rzecza, ktorej mozemy byc pewni. Nie warto jej sie bac. Nalezy zyc poki mozna i wykorzystywac zycie na ile jest mozliwe.
I believe in angels
pierwszą nasuwającą się reakcją jest powiedzenie NIE!
ale jak sie zacznę nad tym zastanawiać...
sam moment odejścia nie jest może straszny, ale to co się z nim wiąże:
-BEZRADNOŚĆ- może jeszcze chciałabym koniecznie z kimś sie pożegnać, coś załatwić, coś zrobić, powiedzieć, a mój czas się kończy i nie jestem w stanie w żaden sposób temu zaradzić. może jeszcze bym nie chciała umierać? może widzę jak najbliżsi cierpią i nie chcę tego! nie chcę ich zostawiać?!
-lęk budzi we mnie PRZEMIJANIE i WIECZNOŚĆ. te dwa pojęcia, które są dla mnie abstrakcją. czy umieram na wieki? czy moja świadomość, dusza będzie żyła w jakieś wieczności? nie do wyobrażenia jest dla mnie fakt, że odejdę stąd, a wszystko będzie toczyło się dalej. będą się działy rzeczy piękne i trudne w życiu moich bliskich, a ja już nie będę w tym uczestniczyła.
wszystko zależy od tego jak się umiera, kiedy, gdzie. ból, choroba, niedołężność to są straszne rzeczy, ale kiedy umiera się ze starości, inaczej się na to patrzy, a kiedy umiera się za młodu?
kiedyś pracowałam w domu starców i tam większość czekała na śmierć, śmierci pragnęła, ale też w każdym była jakaś tęsknota za życiem i żal, że się je traci.
ja sama miewam skłonności do depresyjnych nastrojów i czesto mi się wydawało, że chciałabym umrzeć, ale ilekroć byłam w sytuacji zagrożenia życia (a przynajmniej tak mi się wydawało) pojawiał się jakiś dziki pęd do życia, za wszelką cenę, jakiś wewnętrzne pragnienie i poczucie, że przecież życie to coś najcenniejszego i trzeba je ratować. porażający wewnętrzny krzyk każdej komórki "ja nie chcę umierać".
wydaje mi się, że warto trochę bać się śmierci, czuć przed nią respekt i nie trywializować jej znaczenia. i czasem o niej pomyśleć. kto nie boi się śmierci ten nie docenia życia.
Najlepsze Rzeczy W Życiu Są Za Darmo 🙂
Boję się nie tyle tego co będzie po śmierci, ile tego co jeszcze przed smiercią mogło mnie czekać. Nie chciałbym umrzeć młodo, bo straciłbym wiele cudownych chwil.
Zgadzam się z Mokuso, że to jedyna rzecz, którą każdy z nas będzie musiał przeżyć. I nie ma innego wyjscia 😛
Boje sie ze w kiedy ONA nadejdzie bede zalowac tego jak wykorzystalam/ albo nie wykorzystalam wcale danego mi czasu, decyzji kiedys podjetych itp. ale to chyba przez to ze ja mam tendencje do "zalowania" juz zrobionych rzeczy. Jakas czesc mnie boi sie tego co bedzie pozniej.
nie. Boję się, że umrę niepogodzona z sama sobą, że bedzie mnie gnębić myśl, że niezrobiłam czegoś co było moim priorytetem...
Poza tym uważam, ze można pięknie umrzeć...nie mając pretensji"dlaczego ja?" "dlaczego teraz?"..piękne umieranie to umieranie w poczuciu, że żyłam tak jak chciałam....czuję .że zrobiłąm dobry pożytek z tych chwil ,które były mi dane...
Smierc może nadejśc zawsze i wszedzie...dlatego nie powinno się odkładać rzeczy ważnych i istotnych na później...nie możemy również oczekiwac , że będziemy życ wiecznie...i uważać, że życie jest czymś co się nam należy(pięknie ujął to Oskar z "Oskar i pani Róża")
Jakoś nie boję się fizycznego cierpienia...już bardziej tego, że będę balastem dla innych
Gdy umiera ktoś z mojej rodziny to mojej mamie czesto śni się ukochana Babunia...najwidoczniej po śmierci jest pięknie i jest to tlyko jeden krok dalej, skoro je jprzyjście zwiastuje najbardziej ciepła ,ukochana i idealna osoba jaka znałam...
Bałam się panicznie gdy byłam mała...to był dramat małego dziecka...które dusiło w sobie swój lęk..teraz potrafię się zadumac nad śmiercią...myślec o niej...tak zwyczajnie jak o kazdej rzeczy, która ma być..
Moja znajoma mawiała,że "w życiu musisz tylko umrzeć...wszystko inne robisz bo chcesz.."-robie wiec to co uważam za słuszne, ciesze sie każdą zwykła i ta bardziej uroczystą chwilą...a ONA i tak kiedyś nadejdzie
Boję się starości i niedołężności, zdania na innych. Boję się śmierci bliskich. Boję się, że zniknę nagle i nic po mnie nie zostanie, nawet pamięć - ale być może wtedy będzie mi już wszystko jedno. boję się też tego pójścia w nieznane.
http://szydelkoikoraliki.blogspot.com
a ja powiem tak ze nie tyle boje sie smierci co tego ze nie ma nic po smierci ! ze nie bedzie juz muzyki , znajomych , rodziny , imprez , lawki na osiedlu i wogle nie bedzie juz nic ! wiec chyba nley czerpac z zycia poki mozemy zeby potem niczego nie zalowac :)a pzrecierz smierc nie jet koncem tylko poczatkiem nowego 🙂 reinkarncja RULEZZ !! 😛 😛
dopóki widziesz jeszcze uśmiech to widziesz cud ... ! ; )
ja myśle, że człowiek w chwili śmierci, nieważne ile ma lat, dokonał już tego, co mu było pisane, żeby dokonał. A jeśli np umiera małe dziecko, to widocznie tak musi być...może tak będzie lepiej dla tego dziecka i i dla jego otoczenia... pięknie to było ujęte w jednym z Trenów Kochanowskiego, kiedy przychodzi do niego matka...ja sie boje tego JAK będe umierać, boje się bólu...a tak apropos śmierci, to wierzycie w duchy?
a myśle, że człowiek w chwili śmierci, nieważne ile ma lat, dokonał już tego, co mu było pisane, żeby dokonał
wiec widze ze pojwil nam sie motyw "przeznaczenia" i tu musze powiedziec ze osobiscie nie wierze w pzeznaczenie gdyz lepiej jest wierzyc ze nie wypelniamy tylko ego co ktos juz za na zaplanowal i jestesmy tylko ak naprawde pionkiem w grze lez lepiej jest miec swiadomosc ze wszytko zalezy od nas i ze to my kierujemy swoim zyciem , a tak na marginesie to uwarzam ze przeznczenie jest takie troche naciagane i jest po to zeby kiedy nam cos sie nie udalo powiedziec " widocznie ta milo byc i juz" a nie zeby wyciagnaa z tego wnioski na pryslosc .
dopóki widziesz jeszcze uśmiech to widziesz cud ... ! ; )
a myśle, że człowiek w chwili śmierci, nieważne ile ma lat, dokonał już tego, co mu było pisane, żeby dokonał
wiec widze ze pojwil nam sie motyw "przeznaczenia" i tu musze powiedziec ze osobiscie nie wierze w pzeznaczenie gdyz lepiej jest wierzyc ze nie wypelniamy tylko ego co ktos juz za na zaplanowal i jestesmy tylko ak naprawde pionkiem w grze lez lepiej jest miec swiadomosc ze wszytko zalezy od nas i ze to my kierujemy swoim zyciem , a tak na marginesie to uwarzam ze przeznczenie jest takie troche naciagane i jest po to zeby kiedy nam cos sie nie udalo powiedziec " widocznie ta milo byc i juz" a nie zeby wyciagnaa z tego wnioski na pryslosc .
w połowie się z Tobą zgadzam, bo bez sensu byłoby, gdybyśmy byli tylko pionkami w grze i tak na pewno nie jest, jednak myśle, że pewne ważne sytuacje życiowe są nam w jakiś sposób zapisane. Myślę, żę rodząc się, mamy powierzone jakieś misje i ważne jest to, w jaki sposób do nich dojdziemy...i to własnie wg mnie jest nasza wolna wola, która równocześnie decyduje o tym, jakimi jesteśmy ludźmi...no ale każdy ma własne spojrzenie na świat i własną filozofie 😉 a co do duchów, to uparcie w nie wierze...znacie jakieś ciekawe, związane z nimi historie z wiarygodnych źródeł? a może sami kiedyś spotkaliście ducha? (pytanie kieruje oczywiście do wierzących w duchy :P)
Praca
Proszę Zaloguj Się lub Rejestracja






