Jestem przeciwny trzymaniu jakiegokolwiek zwierzęcia w domu. Najlepiej jest w jego naturalnym środowisku.
Ani pies, ani kot, ani jakikolwiek inny gatunek nie powstał po to aby się nim zabawiał Homo sapiens.
Jedyny wyjątek dla mnie do ochrona gatunków zagrożonych (np. hodowla) w celu przywrócenia tego gatunku.
Ponad to takie instytucje jak ZOO piwinny się koncentrować tylko i wyłącznie na gatunkach zagrożonych.
Najlepsze typy ZOO to Safari ZOO, dostęp tylko np. autokarem lub podziemnymi korytarzami aby obserwować zwierzęta w jak najbardziej naturalny sposób, bez stresów.
Mam cichą nadzieję, że dojdzie kiedyś do tego iż każde 'dziwne ZOO' zostanie albo zamknięte albo przekształcone w safarii ZOO.
Pozdr.
Jędruś wegano-witarianin + B12
Zwolennik soku marchewkowego własnej roboty.
:yltype:
no ja mam ciut inne zdanie. Pierwszy pies jaki pojawił się 17/18 lat temu w moim domu [ma się swietnie do dziś] został wzięty, bo jego poprzedni właściciele /znajomi rodziców - teraz byli znajomi/ bili go tak, że prawie oszalał. Chcieli go uśpić i moja mama się zlitowała. Pies był łysy, wył i lał tam gdzie stał. Ale przeszliśmy przez to i po latach można go wyprowadzić na spacer a pies nie zlewa się z chodnikiem ze strachu. Pierwszy kot został wzięty od kobiety, któa znalazła go w zamkniętej nagłucho piwniczce. Poszła za miauczeniem i znalazła. Sama nie miała kasy na leczenie i już kilka kotów w domu - taktrafił do nas kacper. Drugi kot został wzięty poniważ kobitka, której kocica się okociła powiedziała wprost, że zapakuje kociaki do pudła zalepi taśmą i wywiezie do lasu - tak mamy Łatkę. Drugi pies został wzięty ze schroniska, w którym wybito mu ząb, bo był /z jakichś powodów/ agresywny w stosunku do innych psów i nikt go nie chciał bo był dziki i nieułozony. Jest u mnie pawie rok i dopiero teraz pogoiły mu się blizny - przeszliśmy przez rzucanie się na inne psy itp. Teraz nie ma z nim żadnych problemów. Historię kolejnego kota - Mruczki pewnie znacie, bo ją tu opowiadałam. Kocica tak zagłodzona przez sąsiadów /znudziła nam się, więc jej nie karmimy - prawie cytat właścicieli/że weterynarz nie był wstanie rozpoznać 4 tygodniowej ciązy. Skopana, ze złamanym kłem. Teraz ufna i radosna. Oraz Henia - rownież kocica - nasz beniaminek. Jedyne zwierzątko nie po przejściach - córka Mruczki /reszta rodzeństwa poszła do dobrych ludzi :-)/.
Chodzi mi oto, że ze zwierząt mieszkających w moim domu żadne nie zostało kupione dla przyjemności. Wszystkie były ratowane - od śmierci czy choroby, okrucieństwa. Nie twierdzę, że dom jest dla nich miejscem wystarczającym do wybiegania się itp. Być może gdybym miała dom z ogródkiem byłyby szczęśliwsze. Jednach gdybyśmy nie przyjeli ich od swój dach - byłyby martwe.
[edytowane 13/9/2006 od Reiha]
Don't let me detain you.
Reiha, jesteś cudowna :heartpump: , Ty i Twoja rodzina.
Ja sama nie mam zwierząt w domu (pomijając fakt, że nie mam warunków), ponieważ nie wyobrażam sobie karmienia np. psa czy kota mięsem. A nie chciałabym przestawiać ich na dietę wege, ponieważ to dla nich nienaturalne tak samo jak dla mnie jedzenie mięsa.
Jednak moi rodzice mają psa (moja zasługa - zmusiłam ich, żeby pojechali do schroniska) - mieszkają w ogromnym domu z ogrodem, Kora ma mnóstwo przestrzeni. Została znaleziona w lesie jako 7-tygodniowy szczeniak; była chuda, miała straszną krzywicę i bała się 7-letnich chłopców. Teraz ma 3 lata i wciąż trochę krzywe łapy (mimo pokaźnych dawek witamin nie udało się jej całkiem wyprostować) i na każdym kroku okazuje nam wdzięczność. Tylko rozumie to na swój sposób - za wszelką cenę broni nas i naszego domu przed obcymi.
[edytowane 14/9/2006 od kamma]
podskoczyć i nie trafić w ziemię
Ja mam świnkę morską - ma duże akwarium ,a poza tym latem kiedy jest ciepełko na dworzu wychodze z nim na podwórko i tam Salem(bo tak ma na imię:P)wybiega sie do woli!!!:) i nie mam nic przeciwko temu ,aby trzymać zwierzaki w domu-oczywiście tylko wtedy gdy zwierzęta te maja godziwe warunki,np.pieski maja sie gdzie wybiegać,a gryzonie miały dobrze dobrane(dla swojej wielkości) akwaria czy klatki i także podzielam zdanie Reihy i kammy, że napewno lepiej jest takiemu psu ,czy kotu ze schoniska ,czy z ulicy- w ciepłym ,pełnym miłości domu:)
Kora ma mnóstwo przestrzeni.
Moja suczka tez miała tak na imię. Nie żyje od 3 lat. Moje siostry wzięły ją ze schroniska, gdy była szczeniakiem i...przywiozły Mamci jako prezent z wakacji 😀 A Mama choć zwierząt nigdy zbytnio nie lubiła zaakceptowała ją całym sercem. Nigdy wprawdzie nie lubiła jak Korcia lizała ją czy też wskakiwała na łóżko,ale dbała o nią,karmiła, woziła do weterynarza.I tak Korusia mieszkała z nami przez 14 lat. Jej chorobę, a potem śmierć wszyscy bardzo przeżylismy.Odeszła na raka(tak samo jak jej 2 dorosłych dzieci).
Moja kuzynka równiez miała sunie Korę- zdrówko i całusy dla wszystkich Pań o tym imieniu:heartpump:
A tak wogóle to dołączam się do słów Kammy: "Reiha, jesteś cudowna , Ty i Twoja rodzina."
O, nasza Kora to się pod szczęśliwą gwiazdą urodziła. Tydzień po przyjeździe ze schroniska zachorowała na nosówkę. Na pewno wszyscy wiecie, co to dla psa (a zwłaszcza 9-tygodniowego szczeniaka) oznacza. Tak samo myślał weterynarz, który ją leczył. Ale moja mama się nie poddała. Jest pielęgniarką, więc zaczęła ją leczyć po swojemu, "ludzkimi" antybiotykami. Po dwóch tygodniach nie było śladu choroby! A gdy pojechałam z Korą do weterynarza na wizytę kontrolną, to miał minę pod tytułem: przecież ten pies powinien nie żyć!
Mam nadzieję, że Kora przeżyje u nas długie lata, bo jakoś psy w naszym domu nie mają szczęścia. Żaden nie umarł ze starości. A to otrucie, a to komplikacje przy porodzie... A uwierzcie mi, że dbamy o nasze zwierzęta bardzo!
podskoczyć i nie trafić w ziemię
ja trzymam (dziwne określenie: trzymać...) w domu zwierzęta (psa i kota), ale uważam, że jest to pewnego rodzaju niewola.
mi z nimi dobrze, mam nadzieję, że im ze mną też, ale naturalne warunki (małe mieszkanie na czwartym piętrze) to dla nich na pewno nie są. cóż...
dbam o nie najlepiej jak potrafie, w każdym razie.
Jeszcze jedno: zwierzęta, które są z nami od dawna (mam na myśli gatunki, głównie kot i pies) wytworzyły pewne cechy morfologiczne (tzw. schemat dziecięcości - duże oczy, "dziecięce" cechy twarzy) oraz zachowania (np. łaszenie się, zachowania infantylne), które pomagają im zwiększyć stopień sympatii i opiekuńczości ludzi w stosunku do nich. Przyczyny mogą być dwie:
1. albo im łatwiej przeżyć u boku ludzi i taka symbioza jest im na rękę,
2. albo łatwiej im w ten sposób znieść niewolę, mają lżejsze życie.
W każdym razie w dużym stopniu przystosowały się do życia w towarzystwie ludzi.
podskoczyć i nie trafić w ziemię
jeżeli są zapewnione odpowiednie warunki, to nie mam nic przeciwko. Poza tym, co uznać za "naturalne środowisko" np. kota czy szczura laboratoryjnego? mam 2 koty i psa. pies cały dzień biega po naszym sporym podwórku i sadzie, koty wychodzą na cały dzień a czasem nawet nie wracają przez kilka dni. myślę, że jest im dobrze. tak samo moje szczury- mają odpowiednia dla siebie klatkę (nie popieram akwariów- zła cyrkulacja powietrza, brak możliwości zamontowania zabawek) i przede wszystkim są dwa szczury, a nie jeden, bo szczurki to zwierzątka stadne. nie uważam, zebym w jakikolwiek sposób robiła naszym zwierzętom krzywdę, uznając je za członków rodziny.
za jednym szczurem drugi szczur, ciągnie się ich cały sznur 😉
Ja życia bez zwierząt sobie zupełnie nie wyobrażam -to moja mania,miłość i pasja w jednym. Mam psa, szczury i kanarki -czyli swoisty łańcuch pokarmowy(szczur chętnie zapolowałby na kanarka, a pies jeszcze chętniej i na kanarka i na szczury), a więc ptaki i gryzonie mieszkają w klatkach, ale codziennie mają kilka godzin ruchu poza nią, szczury nawet czasami(o ile dopisze pogoda) idą ze mną i z psem na spacer- siedzą mi na ramionach,albo drzemią w kapturze. Ogólnie,jako ,że to towarzyskie stworzenia częściej siedzą u mnie w rękawie,albo na kolanach niż w klatce.
Jeśli nie mogłabym im zapewnić dobrych warunków-nie decydowałabym się na zwierzęta.
Białowieska się Puszcza.
Praca
Proszę Zaloguj Się lub Rejestracja






