kiedyś byłam bardzo głodna, z dala od domu, przejeżdżałam rowerem przez jakąś wioskę, więc raczej nie mialam nadziei na rychły posiłek. a tu patrzę: szyld JADŁODAJNIA. ucieszyłam się bardzo, wchodzę do środka, menu raczej bogate nie było: schabowy, golonka, kiełbasa biała, bigos...ale z nutką nadziei pytam pani za ladą czy otrzymam coś bezmięsnego. pani mysli, rozgląda się, główkuje, zagląda do kuchni
- to może kopytka z sosem?
- świetnie! -ucieszyłam się- a z jakim sosem? -pytam na wszelki wypadek
- z pieczeniowym !-oznajmia uradowana pani
- hm, to może mi pani poleje jakimś olejem, może masłem?
- dobrze! mamy tłuszcz od smażenia schabowych!
innym razem spytałam sie w barze, czy zupa pomidorowa jest wegetariańska. pani odpowiedziała, że owszem- nie ma w niej ani kawałka mięsa. zapomniała tylko dodać, że była gotowana na kościach, co się wydało po serii pytań, które zazwyczaj zadaję 😉
babcia (z dobroci serca) zrobiła dla mnie galarcik, cieszyła się bardzo, ze może mi zrobić przyjemność i podkreslała wielokrotnie, ze jest bezmięsny. ale jak się spytałam zaskoczona z czego go zrobiła, okazało się, że... z rosołku;) ale całe mięso wyłowiła!
przypominam też sobie, że ktoś wyciągał mi kawałki kiełbasy z fasolki po bretońsku- zeby z dania mięsnego zrobić bezmięsne 🙂 oczywiście odmówiłam.
no cóż... 😉 niwiedzę jeszcze jestem w stanie zrozumieć (babcia już się nauczyła, że wegetariańskie to takie co nawet koło miesa nie leżało), ale zrozumieć w żaden sposób nie umiem ludzi, którzy mi niejednokrotnie próbowali wcisnąć mięso, przemycić, itp. mama mojej koleżanki postawiła sobie chyba za punkt honoru, żeby mnie jakoś nakarmić mięsem i zrobiła kiedyś kotleciki z pieczarek pół na pół z mięsem kurczakowym, a mi powiedziała, że są tylko grzybowe. były mocno doprawione i szczerze mówiąc nie przyszło mi do głowy, że ktoś może mnie w tym względzie okłamywać 😮 no jak się wydało to więcej do nich na obiad nie poszłam.
zdarzają się Wam takie przypadki? jak reagujecie?
opiszcie jakies zabawne sytuacje. może się razem pośmiejemy 🙂
[edytowane 21/7/2006 od daffnia]
Najlepsze Rzeczy W Życiu Są Za Darmo 🙂
heh... Ja naszczęscie nie mialam az tylu takich sytuacji co ty,ale przypomina mi się jedna... Wróciłam z festynu szkolnego wieczorem, bylam wykończona i strasznie glodna. Moj dadie postanowil mnie "biedna" nakarmić... Dał mi ryz z jakimis wazywami. hmmm no to fajnie. Zaczynam jesc i czuje, ze mam w buzi cos co przypomina mi kawalek miesa.. Pobieglam szybko do toalety i to wyplulam. Potem zapytalam sie go ladnie i kulturalnie czy jest tam mieso, a on; Tak ale to troszeczke wiec nie przesadzaj... A ja niestety jestem wbrew pozorom bardzo wrazliwa i w ryk... Odrazu tata na mnie sie drze, ze jestem nienormalna a mamka leci mi z odsiecza i krzyczy na tate... I cala ta sytuacja zakonczyla sie pomyslnie dla mnie,- ten ryz skonsumowal moj pies a ja dostalam cos "normalnego" ;p
Jci™
Ja też mam sporo takich sytuacji na koncie. Kiedyś w Wiśle chcieliśmy coś zjeść, a tam jakaś karczma, an niej menu. Dania jarskie kuchni domowej: pierogi z mięsem. Inne sprawy to "teściowie". Ojciec mojego faceta pyta, jak ja mogę jeść kotlet z sera (on nie cierpi sera) i nagle obcesowo odzywa sie do mnie (wiedząc oczywiście, że jestem wege): Weź sobei kawałek indyka! Ja na to "nie!". Koniec dyskusji. "Teściowa" na urodziny mojego faceta przynosi kotlety, ma to gdzieś że u nas nie je się miesa w domu (on je, ale nie w domu). Jedne z samego miesa, drugie z serem i grzybami. Do tego jest jej wnuczek, największy mozliwy mięsożerca, lat obecnie 6. Wpieprza 2 lub 3 kotlety. Słodyczy nie jada, woli miecho. Babcia mnie namawia "weź sobie kotleta, tam jest malutko mięsa...". Aż się żal robi, jak mozna jej zrobić przykrość i nie zjeść? Oczywiście nie jem. Ona też robi mi przykrość przynosząc mięso, mimo że ja przygotowuję urodzinowe jedzenie dla gości. Ale co tam. Taka fanatyczka gotowania musi coś upichcić. No i żeby mały głodny nie wyszedł, biedaczek... No i tak to jest z tym zrozumieniem.
http://szydelkoikoraliki.blogspot.com
Kiedyś skusiłam się na zupę siostry. Zapewniała, że bezmięsna, nie na kości i tak dalej. Podchodziłam do sprawy podejrzliwie, ale stwierdziłam wreszcie, że należy miec choć trochę zaufania do własnej rodziny (taaaa 😉 ). Jadłam w najlepsze, kiedy nagle nabrałam na łyżkę kawałek mięsa. Okazało się, że moja kochana siostra "dorzuciła" do zupci "mięsko" dla dziecka, kawałeczek, żeby się podgotowało i do zmiksowania (dodam, że nie widziała w tym niczego złego). Chciała to ukryć, nie udało się. Zrobiłam taką awanturę, że aż domem zatrzęsło :). Od tej pory każdy w domu wie, że jestem pewna jedzenia tylko wtedy, gdy sama je sobie ugotuje i przed wetknięciem do ust czegoś, co nawet na pozór nie wydaje się mięsną potrawą, zamęczam setkami pytań, dla nas oczywistych (A czy na kości, a czy na rosołku, a czy tłuszcz z patelni obok nie chlapnął) ;).
Moj dziadek ugotowal kiedys dla mnie zupe szparagowa i z wielka radoscia na nia zaprosil. Przypomnialam, ze ja zup na miesie nie jadam, bo dziadkowi zawsze jak u niego jest sie zapomina owy fakt. Powiedzial, ze tylko jedno skrzydelko wlozyl ale juz je wyjal i w zupie miesa nie ma. Nie mogl sie pogodzic z tym, ze nie tknelam tej zupy. Troche zal mi dziadka, ale przyszedl brat, zupe zjadl 🙂
I believe in angels
Ja z zupami mam to samo..."no przecież nie ma tam miesa"(ale zrobiona na kościach) 😉 a moja mama ostatno rzuciła tekst"no Asia weź sobie te smaczne galaretki oblane czekoladą" a ja " No wiesz ze ja nie jem galaretek,bo jest tam żelatyna"a ona na to"Nie przesadzaj nic Ci sie nie stanie" ahh jak ja byłam wtedy wściekła 😡 Ale zaczynam sie przyzwyczajać hihihi:)
Oj taaaak, "wymiana zdań" na temat kupnych słodyczy czy słodyczy zrobionych w domu, ale nie przeze mnie (czyli też - nie dla mnie) to stały element codzienności. "Przecież jeden baton ci nie zaszkodzi", "Niedługo niczego już nie będziesz jadła", "Cukier krzepi" 😀 (no, to już jest świetne po prostu stwierdzenie), "To jest potrzebne nie tylko twojemu młodemu, rozwijającemu się organizmowi, ale też i podniebieniu". Masakra 😉
Kiedyś wróciłam do domu-straszniew głodna. Mój rzekomo wegetariański obiad już na mnie czekał. Jem tą zupę ... jem ... dochodzę do dna a tam włókno mięśniowe. Mała afera. Mama przestraszona nie pozwoliła mi wejść do łazienki(żeby zrobić sami wiecie co)Teraz już nie robi mi takich numerów-tak przynajmniej myślę :hallucine:
U mnie w domu od nie dawna mam spokój jesli chodzi o wybryki typu cukier krzepi- rozbrajające srebrna ;)- i mieso jest zrowe. Moja mam doszła do wniosku że juz jestem dorosła i jesli chce nie jesc miesa to sama sobie gotuje- i nie ma problemu. No ale kiedys to zawsze był problem jak byłam młodsza. Dziękuję Bogu, ze dzisiaj jest juz lepiej. A rodzince sie nie chwale bo to same mięsojady i na urodzinkach miałabym małe kłopoty pewnie;)
hehe^^ NO oczywiście zagadnienie ryb - no ale to juz nie musze opowiadać bo kazdy wie.
Kiedy byłam świezo po przejsciu na wege babcia zrobiła mi zupkę - jarzynową. Pycha...Podgrzewam wyjmuję chochlę. Grzebię trochę chochlą juz zabieram się do nalewania i natknełam się na przykrą niespodziankę-cielęcinkę. Potem awantura moj tata zadzwonił do babci i się pyta czemu babcia mi wepchnela to miesp do zupy. No wiec babcia "tam nie byo miesa" tata" widziałem ze było" babcia "ale to troszeczkę" tata "no ale mamo, no..." itd... BO moja babcia jest zagporzałą przeciwniczką wege jest i twierdzi ze zdrowe dziecko to tłuste dziecko, co zre duzo miecha i słodyczy...
Teraz techniki odwodzenia mnie od wege: (po kolei ktore babcia stosowała):
1. To niezdrowe, czytałam na ten temat dużo opinii naukowcow
2. Takie pyszne miesko zrobiłam, nie rob babci przykrości...
3 - ll -, nie chcesz sprobowac?
4. "Oni" jedza mieso...
5. Wymienianie sklepow miesnych w okolicy i ocenianie ich miesa
6. To tylko dzieciecy wybryk...
itpo itd
jeszce jedna historyjka była ale zapomniałam...;)
😀 😀 😀 😀 😀 😀 😀 😀 😀
niesamowite, co w ludziach siedzi 😀 😀 😀
mieszkamy w różnych miejscach Polski, a nasze mamy i babcie mówią dokładnie to samo i podobnie postępują 😀 😀 😀
- Takie pyszne miesko zrobiłam, nie rób babci przykrości..
- To jest potrzebne twojemu młodemu, rozwijającemu się organizmowi...
- Coś ty wymyśliła, przecież WSZYSCY jedzą mięso...
- Jak zjesz raz w roku (->wielkanocny schab) to się przecież nic nie stanie...
- Taką ładną szyneczkę babcia kupiła, a ty nawet nie spróbujesz...
😀 😀 😀 😀 skąd ja to znam? 😀 😀 😀 😀
Najlepsze Rzeczy W Życiu Są Za Darmo 🙂
Najbardziej wkurza mnie to stwierdzenie- nic się nie stanie. Przecież wegetarianizm polega na tym, że w ogóle nie je się mięsa, nic co jest z nim związane, stać to mi się nic nie stanie, ale po pierwsze- nie włożyłabym już w życiu mięsa do ust, nie przełkłabym go, a po drugie miałabym wyżuty sumienia.
Ja osobiście śmiesznych sytuacji nie miałam. Wszystko przede mną. M. in obiady u babci 😮 ; - )
dla mięsożerców stwierdzenie "nie jem mięsa" oznacza,że nie jesz mięsa...ale jesz rosołki,przyprawy typu vegeta,żelatyne ,a o lecytynie to chyba nigdy nie słyszeli.
Wiem,że na obiadach mojej Mamy moge polegać,bo jest równie "opcykana" w niewege rzeczach jak ja(nauczyła ją córusia:))
Ale z innymi wciąż ma się nienajlepiej:tydzień temu dowiedziałąm się przez przypadek,że Babcia dała vegety do barszczu,który zjadłąm na obiad(choć pytała jak zawsze przed zjedzeniem o wszelkie dodatki). Wczoraj siostra zaproponowała spaghetti...patrze,pytam o sos-niby wszystko spoko..ale wolałąm zjeśc coś lżejszego na kolacje...mój chłpak zjadł-i co sie okazało:w tym sosie był "czosnek w kostce"(który składem nieodbiega od kostek rosołowych)
Rozumiem,że niewege ludzie nie widzą nic złego w takich dodatkach, i wszelkie wpadki wynikają z niewiedzy...ale chciałabym, żeby na pytanie"a co w tym dokładnie jest?" odpowiadali rzetelnie i wyczerpująco-to chyba mogą zrobić..
Zapeszyliście 😀 Już od dawna nie mialam wiekszych problemów z rodziną i z jedzeniam u kogoś. Dzisiaj byłam na obiedzie u tesciowej. Ona nigdy mnie o mój wegetarianizm glupio nie wypytywała, przyjęla jakoś do wiadomości i tyle. Dzisiaj patrzę, sos - wyraźnie z paczki, więc pytam, co to za sos i czy mogę zobaczyć sklad. No i zaczęło się, ze zdumieniem: przecież to zwykły sos z torebki, co tam może być takiego? Zaszkodzi ci? Może masz uczulenie na najmniejszą nawet ilośc mięsa? A to ty jesteś tak calkiem wegetarianką?? 🙂 Będzie miala co opowiadać w towarzystwie, jak to jej synowa wyciągala ze smietnika opakowanie po sosie, żeby sprawdzić czy nie ma tam mięsa 😉
Praca
Proszę Zaloguj Się lub Rejestracja






